Wywiad z autorką Janiną Koźbiel

„Słowo i sens. Rozmowy Janiny Koźbiel” to zbiór ośmiu rozmów z cenionymi ludźmi pióra, który ukazał się 27 października 2016 roku. Z tej okazji przeprowadziliśmy dziewiątą rozmowę – tym razem z samą autorką.

Powiedziała Pani: „Klucz wyboru rozmówcy u mnie jest zawsze ten sam – moje zainteresowanie twórczością, nie biografią, nie wystąpieniami publicystycznymi”. A jednak mamy komplet ośmiorga wyjątkowych autorów. Co łączy właśnie tych rozmówców? Można wskazać jakiś wspólny mianownik ich twórczości, a może osobowości?
Jasne, że można – właśnie wyjątkowość, niepowtarzalność, nietuzinkowość, a trzeba tak określić i ich osobowości, i twórczość. Wszyscy są ludźmi z charakterem, którzy w relacjach z innymi – tak to lubię nazywać – bywają czasem nieco kolczaści, co znaczy po prostu ludzcy; nie podlegają ciśnieniu niezrozumiałej poprawności; potrafią nie zgodzić się z opinią, wypowiedzieć niepopularną prawdę, okazać emocję. Kiedy czyta się ich utwory, obcuje się z próbą autentycznego namysłu  nad życiem, które traktują jak fascynującą zagadkę. Nie cenię twórczości czysto rozrywkowej,  pisanej tylko dla pieniędzy, ani autorów besserwisserów, obwieszczających prawdy ex cathedra  lub – w swojej omnipotencji –  manipulujących emocjami. Kocham autorów, dla których kosmos jest nieustającą niespodzianką, a przeszłość i przyszłość ciągle skrywają tajemnice, są interesujące poznawczo. Tacy są twórcy, których sobie wybieram do rozmów. Tacy są też pisarze kwalifikowani do druku przez wydawnictwo JanKa; wolimy takich, nawet jeśli są mało znani lub chcą dopiero debiutować. W moim wieku nie wypada już nie wiedzieć, co się chce robić w życiu.

Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na taką formę twórczości, czyli wywiady? Co Pani ceni w niej najbardziej?
Korzenie tkwią w latach osiemdziesiątych, kiedy pracowałam jako dziennikarka. Czasy były trudne, sama sobie musiałam udowodnić, że pozostawanie w tym zawodzie ma sens. Wprowadzając autorytety na łamy „Tygodnika Kulturalnego”, w którym wtedy pracowałam, zapewniałam sobie możliwość mówienia o rzeczach poważnych, bez ochrony znaczącego nazwiska zapewne nie dałoby się poruszyć problemów, które dostrzegałam. Profesorowie i pisarze, z którymi rozmawiałam, stanowili parasol ochronny przed zewnętrzną i – dokuczliwszą jeszcze może – wewnętrzną cenzurą. Wymagało to jednak pewnych cech: przygotowania, odwagi, zręczności, umiejętności prowadzenia dialogu. Myślę o dialogu autentycznym, nie pozorowanym. Wbrew pewnym opiniom twierdzę, że i PRL-owska cenzura potrafiła docenić tekst, który był inteligentnie napisany, niełopatologiczny w swej antysystemowości. Stąd m.in. kariera Hanny Krall, która umiała tak zmodyfikować formułę reportażu, aby odsłaniał on niecenzuralną rzeczywistość, a jednak był drukowalny. Sądzę więc, że pośrednio odpowiedziałam już na pytanie, co cenię w formie wywiadu. Pojemność tej formy wynika m.in. z naturalnego jej ciążenia ku dramaturgii. Dobry wywiad musi być rozpięty na konflikcie, na sporze, najlepiej jeśli nie jest to tylko gra – zainscenizowana ze względu na czytelnika – między wywiadującym a wywiadowanym. Mnie interesuje dodatkowo, aby ten spór był toczony na argumenty, aby napięcie było zmienne, a konsensus rysował się na horyzoncie. Myślę, że w dzisiejszych czasach jest to również ważne.

Wywiad to forma z pogranicza literatury i dziennikarstwa. Czuje się Pani bardziej dziennikarką czy pisarką?
Kiedy rozmawiam z pisarzami, chcę ich jak najpełniej zaprezentować – i jako twórców, i jako ludzi. Wszystkie swoje umiejętności podporządkowuję temu celowi. Zależy mi na tym, aby pokazać nie to, co najłatwiejsze i najbardziej medialne w ich twórczości, ale to, co najgłębsze, najbardziej osobiste, moim zdaniem. Wywiad to forma złożona. Zanim efekt zostaje zaprezentowany publicznie, mija dużo czasu, niekiedy parę miesięcy, a przygotowanie to wiele etapów. Najprzyjemniejsze i najprostsze jest poznawanie twórczości i praca własnej wyobraźni nad scaleniem i wyborem interesujących wątków. Najtrudniejsza – sama rozmowa; łatwo w niej popaść w którąś ze skrajności i zastosować metodę, która sprawdziła się przy kimś wcześniej, choć niby się wie, że każdy rozmówca jest inny. Pewne jest, że jeśli nie mamy w sobie prawdziwej ciekawości, nie dowiemy się niczego interesującego, rozmówca nietuzinkowy – a z takimi przecież chcę rozmawiać – wyczuje natychmiast, że nie chodzi o niego, tylko o sam wywiad, a to przecież nie jest zbyt przyjemne, wręcz obraźliwe. A czy czuję się pisarką? Wydaje mi się, że trochę umiem posługiwać się słowem, a jest to warunek sine qua non i dziennikarstwa, i pisarstwa w sensie węższym.

Czy fikcja jako twórczość własna Panią pociąga?
Ba, pociąga, ale chyba nie odważę się zaprezentować efektów, powierzyłam je jakiś czas temu przepastnej szufladzie. Ale próby własne zawsze są ważne, w praktyce doświadcza się przynajmniej części pokus i zagrożeń przypisanych do losu pisarza. Znalazłam sobie poletko bezpieczniejsze i chyba ważniejsze w czasach, kiedy tysiące ludzi kusi ten fach.Wraz z Janem Koźbielem prowadzimy wydawnictwo JanKa, a utwory u nas wychodzące traktujemy naprawdę jak nasze dzieci; dbamy o to, by nie zjawiały się na świecie przedwcześnie, poronione. Czasem wręcz trudno mi zerwać pępowinę i rada bym wejść w polemikę z recenzentami z bożej łaski, którzy nie bardzo rozumieją, co czytają, bo nasze – proszę zwrócić uwagę na ten zaimek dzierżawczy – nasze książki nie powielają schematów, nie są kolejnymi rynkowymi formatami ani klonami. Nie dziw więc, że wymagają namysłu i pełnej otwartości. Ale odpłacają się wdzięcznie – coś w czytelniku zostawiają.

Czy chciałaby Pani z kimś jeszcze przeprowadzić rozmowę, a do tej pory się to nie udało – z różnych względów?
Jeśli na jakiejś rozmowie mi zależy, dopinam swego. Jak dotąd nie udało mi się tylko z jednym autorem – Tadeuszem Różewiczem. Ale wierzę, że pogawędzimy sobie jeszcze na salonach niebieskich.

 

ostatnia aktualizacja: 6 stycznia 2017, rafael


Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*