Wywiad z autorem Zbigniewem Zborowskim

Patrząc na pana życiorys, można by pomyśleć, że jest pan człowiekiem czynu i przygody. Studia w łódzkiej Filmówce, flirt z dziennikarstwem i reportażem, penetracja azjatyckiego interioru, wolontariat w odległych zakątkach świata, nurkowanie… Czy łatwo było zamienić intensywność takiego życia na ciszę, spokój i skupienie, których wymaga praca nad książką? Skąd w ogóle taki pomysł?

Nie uważam się za człowieka czynu, ale raczej za kogoś mocno niezdecydowanego. Szybko się nudzę, niestety. To moja wada. Studium scenariuszowego w Łodzi nie ukończyłem, reportaże przestałem pisać, a najgłębsza woda, w jakiej ostatnio nurkuję, to wanna. Ale cóż, dobrze mi z tym. Dzięki takiemu podejściu życie wciąż przynosi mi coś nowego. Może jutro zapiszę się wreszcie na kurs pilotażu? A może kupię telewizor i wyhoduję sobie piwny brzuszek? Lub złapię się za coś jeszcze zupełnie innego? Droga jest wciąż otwarta, możliwości wiele. I tylko czasu coraz mniej 😉


Skąd czerpie pan inspiracje do swoich książek? Czy uważa pan, że pana powieści się jednolite gatunkowo?

Z tą inspiracją to różnie bywa. Thriller „Nowy drapieżnik” wydumałem sobie w głowie na zasadzie, co by było gdyby. Nosiłem w sobie pomysł przez kilka lat, poddawałem go próbom – czy to się broni, czy jest zgodne z fizjologią ludzkiego mózgu. Kolejne dwie książki natomiast – „Trzy odbicia w lustrze” i „Pąki lodowych róż” – wzięły się z jednego impulsu. W ręce wpadły mi listy mojej babci z czasów okupacji. Niesamowita lektura! To, co przeczytałem, zestawiłem z opowieściami ojca o wywózce na Sybir i nagle błysk – uświadomiłem sobie, że mam dobrą podstawę do napisania książki. Wymyśliłem bohaterów, fabułę i… samo poszło.


Czy łatwo było panu znaleźć wydawcę dla swojej pierwszej książki? Jak to wyglądało?

Jak każdy, kto dopiero zaczyna, posłałem książkę do kilku wydawców. Odpowiedziało czterech. Trzech było na tak, jeden na nie. Z tych trzech najlepiej rozmawiało mi się z wydawnictwem ZYSK. Oni zresztą odezwali się pierwsi. Jesteśmy ze sobą do dzisiaj i bardzo sobie tę współpracę chwalę!


Czy ma pan jakąś metodę pisania? Co pana motywuje?

Moja metoda sprowadza się do prostej zasady. Najpierw wymyślam fabułę i bohaterów. Sporo czasu poświęcam analizie ich psychiki, a także przemianie, która ma w nich nastąpić na kolejnych stronach książki. Zastanawiam się też, na ile prawdopodobna i spójna jest historia, która ma się im przydarzyć. Kiedy wreszcie jestem zadowolony, siadam do pisania. A co mnie motywuje? To, co każdego autora – uznanie czytelnika 🙂


Chciałabym, by zdradził pan jakieś swoje marzenie, niekoniecznie literackie…

Marzeń nie wolno zdradzać. Marzenia trzeba wcielać w życie 🙂


Kiedy możemy spodziewać się kolejnej książki i o czym będzie?

Teraz zamierzyłem się na kryminał. Mam w głowie fajną historię. Jak zwykle, postawię na fakty (także te historyczne), wprowadzę wiele autentycznych postaci, no i skonsultuję całość ze starymi policyjnymi wygami, których znam z dawnych czasów. Wierzę więc, że uda mi się wciągnąć w tę mroczną grę czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*