Wywiad z autorem Tomkiem Mackiewiczem

Niedawno ukazała się Twoja pierwsza książka „Spowiedź”. Co skłoniło Cię, doktora nauk humanistycznych, badacza Norwida, do napisania kryminału?

Myślę, że to samo, co piszącego kryminały prawnika, lekarza, nauczyciela czy studenta. Nagle w człowieku odzywa się potrzeba snucia opowieści i trudno się jej oprzeć. A dlaczego akurat kryminał? Wydaje mi się, że to był tylko częściowo świadomy wybór. Temat sam do mnie przyszedł, tak samo jak postacie. Po prostu zaczęły pojawiać się w mojej głowie. Dlatego nie potrafiłbym odtworzyć całego procesu, który doprowadził do powstania „Spowiedzi”. Natomiast kiedy myślę o tym teraz, już po fakcie, wydaje mi się, że kryminał jest po prostu bardzo uniwersalnym gatunkiem. Kusi czytelnika zagadką, ale poza tym może (powinien!) poruszać ważne tematy – społeczne, psychologiczne, metafizyczne. Strukturę kryminału ma przecież wiele literackich arcydzieł – choćby „Zbrodnia i kara”, „Bracia Karamazow”, „Imię róży”, „Kosmos” Gombrowicza, po trosze też „Proces” Kafki. Kryminał może być więc albo po prostu kryminałem, albo czymś więcej – wehikułem, który zabiera nas w zupełnie inną czytelniczą podróż.
Z drugiej strony pisanie kryminałów niesie ze sobą ryzyko zaszufladkowania. Wciąż niestety spotykam się z poglądem, że to literatura łatwa, lekka, przyjemna i banalna. Często oczywiście tak właśnie jest, ale równie często czytelnicy zatrzymują się na samej intrydze, omijając szerokim łukiem to, co w danej powieści naprawdę istotne.

Jacy autorzy Cię inspirowali?

Nie chciałbym narazić się wielbicielom Mankella, Lackberg lub Marininy, ale ze współczesnych autorów kryminałów istnieje dla mnie tylko Larsson. Myślę, że udało mu się stworzyć postać, która na stałe wejdzie do literackiego kanonu. Myślę o Lisbeth Salander. U Larssona nie przeszkadza mi nawet to, co tak wielu irytuje – jego szczegółowe opisy sprzętu komputerowego. Może dlatego, że sam kiedyś fascynowałem się elektroniką.
Nie wydaje mi się jednak, a przynajmniej mam taką nadzieję, żeby mój podziw dla Larssona przełożył się jakoś na bezpośredni wpływ. Nie chciałbym kopiować niczyich pomysłów, dlatego nie czytam ostatnio kryminałów. Wróciłem do klasyki.

W jaki sposób szukałeś wydawcy?

Wysyłałem maile. Potem długo czekałem. Przyszło kilka ofert, z których wybrałem najlepszą. Jakoś udało się wydać książkę, co samo w sobie uważam za sukces. I niezłego farta. Z tego, co słyszałem, nieraz naprawdę dobre rzeczy czekają na wydanie latami, bo się gdzieś w wydawnictwach zawieruszyły, albo nigdy nie ukazują się drukiem, bo nikt nie raczył ich nawet przeczytać.

Na naszej stronie można przeczytać fragmenty książki „Żart”, nad którą właśnie pracujesz. Kiedy się ukaże?

Wciąż czekam na decyzję, ale jestem dobrej myśli, bo to lepszy kryminał niż „Spowiedź”. W każdym razie tak twierdzą znajomi, którzy go czytali. Wbrew tytułowi, bardziej zagadkowy, powikłany, upiorny i mroczny.

Czy masz jakiś swój system pracy, metodę pisania?

Chciałbym mieć mózg Balzaca, który układał sobie całą powieść w głowie, a potem po prostu siadał i pisał. Niestety, moim pisaniem rządzi chaos i przypomina ono raczej żmudne sklejanie setek oderwanych fragmentów, a potem naprawianie błędów, potknięć stylistycznych i nieścisłości. Najpierw przychodzą mi do głowy luźne sceny, dialogi, opisy. Potem łączę je w całość, starając się, żeby trzymała się kupy, i szlifuję co najmniej dwa, trzy razy. Odkładam książkę na miesiąc, czytam znowu i ponownie poprawiam. Ostatni etap to sprawdzanie spójności fabuły – robię w tym celu różne tabelki i wykresy, w których zawarte są informacje o poczynaniach bohaterów (gdzie, kto, z kim, o której), o pogodzie, miejscach, porach dnia… Zwłaszcza w kryminale to sprawy szalenie ważne i każdy błąd może zniechęcić czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*