Wywiad z autorem „Herezji”

Kiedy i dlaczego zacząłeś pisać powieści? Czy piszesz tylko powieści historyczne?

ARKADIUSZ RĄCZKA: Niemal od zawsze, a na pewno od podstawówki interesowałem się tworzeniem rozmaitych form literackich. Jak każdy, kto odkryje w sobie humanistyczne ciągotki, zacząłem od czytania, pochłaniałem ogromne ilości książek, potem wykreował się krąg idoli, czyli twórców, którzy stali się dla mnie wzorem, a następnie próbowałem im dorównać. W czasie liceum moje fascynacje literackie stały się już wgranym programem na życie, który określił mnie raz na zawsze. Im bardziej oddalałem się od tego programu, tym bardziej czułem się niespełniony.  Zawsze wydawało mi się, że żyjemy po coś, nazwijmy to gnostyczną wiarą w powołanie, w potrzebę szukania, wyrażania, odkrywania sensu i dzielenia się tym z innymi. Dla mnie tym sensownym zajęciem, określającym moje miejsce na ziemi stało się pisanie. A dlaczego właśnie powieść? Po pierwsze, można się przez nią najpełniej wypowiedzieć.  Po drugie, daje możliwość wykazania się wieloma talentami, wymaga zmysłu strategicznego i architektonicznego zarazem, najpierw jest planem wielkiej bitwy, potem zmaganiem się z formą, albo projektem katedry, a potem ciężką orką na budowie. Pisanie powieści jest jak rola aktorska w megaprodukcji, trzeba wczuć się w świat odgrywanego bohatera, nie zapominając, że najważniejsze jest wyrażanie siebie, to nieustanne przymierzanie i odkładanie masek. Powieść historyczna jest szczególnym przypadkiem tej zabawy, ponieważ pozwala spojrzeć na życie przez okulary przeszłości, a każda epoka ma swój punkt widzenia, jakby inną ścieżkę dostępu do prawdy. Średniowieczne okulary są być może bardziej czarno-białe, ale za ich optyką kryje się inna hierarchia wartości. Bardziej liczyły się wtedy sprawy duchowe, już choćby dlatego, że nie było tylu atrakcji konsumenckich, odciągających nas od introspekcji. Ale nie, nie piszę tylko powieści historycznych i nie chciałbym być określany mianem pisarza historycznego, chociaż przyjemne jest podróżowanie w czasie i strojenie w kostiumy z minionych epok.

Akcja Twojej najnowszej powieści pt. „Herezja” dzieje się w czasach albigensów i wypraw krzyżowych. Dlaczego interesują cię akurat katarzy? I szerzej: dlaczego zabrałeś się za średniowiecze?

Niestety, nie mogę w tej chwili zdradzić źródła zainteresowania katarami, ponieważ właśnie zajmuję się tłumaczeniem owego źródła. Ukaże się ono niebawem nakładem wydawnictwa Totem Publisher. Uchylając nieco rąbka tajemnicy powiem tylko, że jest to powieść, z którą zetknąłem się jakieś dwadzieścia lat temu. To jest właśnie ten niezwykły i cudowny przypadek, gdy fragment książki zapada w pamięci tak bardzo, że jest w stanie istotnie wpływać na życie. Czytanie książek to nie tylko beztroska rozrywka, na szczęście czasem potrafi też dać solidnego egzystencjalnego kopa. A dlaczego zabrałem się za średniowiecze? Wydaje mi się, że już w znacznym stopniu odpowiedziałem na to pytanie. Dodam, że kiedy zacząłem pisać książkę, znalazłem się na zakręcie życiowym i ta mediewistyczna, zarazem heroiczna i surowa optyka pozwalała mi lepiej zrozumieć siebie i swoje błędy, dokonać małych wewnętrznych egzorcyzmów, w końcu ta powieść to przede wszystkim zapis wewnętrznej walki, historyczny kontekst jest dla mnie pretekstem, by opowiedzieć o przemianie i poszukiwaniach drogi życiowej przez głównych bohaterów, a każdy z nich jest po trosze także mną. Każdy z nas ma w sobie wiele rozmaitych postaci, które czasem się dogadują, czasem nie, a czasem jedne nie pozwalają ujawnić się innym, lub wszystkie trzymają się wzajemnie w szachu, przez co nie możemy się w pełni rozwinąć, albo pójść za tą treścią psychiczną, którą skłonni jesteśmy nazwać swoim prawdziwym “ja”.  Literatura daje możliwość wypowiedzenia się tym wszystkim głosom, zaprasza je do dialogu. To wewnętrzny teatr jaźni, który leży u źródeł sztuki.

Osadzenie bohaterów w wiarygodnym kontekście historycznym wymaga sprawdzania wielu szczegółów, nawet jeśli świetnie zna się dany okres. To ogrom pracy. Jak się pisze powieść historyczną? Masz jakąś opracowaną metoda pisania, sprawdzony system pracy?

Tak, zdarzało mi się nieraz kląć pod nosem i gorzko żałować, że zabrałem się za tę benedyktyńską robotę. System wyglądał tak: trzy kroki do przodu, dwa w tył, już wymyśliłem jakąś ciekawą fabułkę, aż tu nagle okazywało się, że jest ona niedorzeczna z punktu widzenia źródeł. Całą pracę trzeba było często zaczynać od nowa. A przecież mogłem napisać powieść fantasy, tam wszystko przejdzie. Jak na złość, choć zakrawa to na paradoks, w dzisiejszych czasach wiemy więcej o średniowieczu niż wiedzieli ludzie w epokach poprzednich, historycy, spece od rekonstrukcji historycznej, archeolodzy mają coraz więcej do powiedzenia, ciągle coś odkrywają i aktualizują naszą wiedzę, a jeśli zna się kilka języków, co, niestety, jest moją przypadłością, wtedy zwiększa się dostęp do materiałów źródłowych, co tylko potęguje nieszczęście. Ta droga zdaje się nie mieć końca. Nie można poznać najpierw całej historii, ponieważ zakres danych jest nieskończony, a dopiero po tym zapoznaniu, wiedząc już wszystko, zabrać się za tworzenie. Zazwyczaj już w trakcie przedzierania się przez materiały w głowie spontanicznie powstają zarysy fabuły, intuicje, przymierzane są puzzle, a czasem zdarza się, że jakieś zdarzenie szczególnie poruszy czy wzruszy, albo też okaże się mieć potencjał dla zilustrowania psychiki bohatera, albo wyrażenie złożoności społecznych relacji, chociaż umieszczając je w danej czasoprzestrzeni fabularnej, przestajemy być niekiedy wierni historii. Czasem ta niewierność jest konieczna, gdyż konstrukcja powieści jest wartością nadrzędną wobec rzetelności historycznej.

Ile czasu pracowałeś nad tą powieścią?

No właśnie długo, bardzo długo, prawie dziesięć lat. Dodajmy do tego wyjazdy na południe Francji, do Syrii, na Cypr, wszędzie tam, gdzie toczyła się akcja powieści, bo chciałem jak najdokładniej oddać realia. Materiały i wrażenia piętrzyły się coraz bardziej, a efekt… Dość powiedzieć, że książka ma 568 stron.

Jakie masz plany na przyszłość? O czym będzie następna książka?

Trochę czasu upłynie, zanim zabiorę się za drugi tom, bo jest również w planach. Na warsztacie jest kilka książek i jeszcze się zastanawiam, która z nich pierwsza ujrzy światło dzienne. Jest książka o moich doświadczeniach emigracyjnych na Islandii, jest włóczęgowsko-eskapistyczna powieść o bohaterach, którzy uciekają do Brazylii i poznają tam rozmaite kulty afro-brazylijskie, jest też dość filozoficzna opowieść o polskich intelektualistach, którzy w obliczu nadchodzącej II wojny światowej wieszczą kres zachodniej cywilizacji. I parę innych. Decyzja dopiero zostanie podjęta, ale jaka by nie była, jedno jest pewne, mam zajęcie na wiele lat.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*