Waldemar Ciszak, Michał Larek, Mężczyzna w białych butach

Rok 1991. Na poznańskim blokowisku niepozornie wyglądający mężczyzna zaczepia idącego do szkoły nastolatka. Wymyśla pretekst, żeby dostać się do jego mieszkania. Chłopiec początkowo nie podejrzewa niebezpieczeństwa…Mężczyzna w białych butach” trzyma w napięciu mocniej niż jakikolwiek kryminał i wciąga bardziej niż najlepsze reportaże! To powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które na początku lat 90. wstrząsnęły Polską. Wychodząc poza ramy gatunku, autorzy przedstawiają historię głośnych zbrodni seryjnego mordercy.

recenzja: http://obsesyjnabiblioteczka.pl/blog/2016/08/08/okiem-zwyklego-czytelnika-3/#more-1690


FRAGMENT:
[..]

Przezornie przeszedł na drugą stronę ruchliwej ulicy. Stanął pod drzewem. Musiał odpocząć. Ta bieganina za nieusłuchanymi bachorami dała mu się porządnie we znaki. Spocił się i dostał zadyszki. Na dodatek odezwał się ból w kolanie i cały czas narastał. Miał tego dosyć. Chciał już wejść do jakiegoś mieszkania, odsapnąć, zabrać jakieś cenne rzeczy, może nawet pieniądze i wrócić do domu.

Oparł się o drzewo, odłożył na ziemię dyplomatkę, wziął głęboki oddech, po czym bardzo wolno wypuścił powietrze.

Po raz kolejny rozejrzał się po okolicy.

„Jeszcze nie jest za późno” – pomyślał, dostrzegając jednocześnie chłopczyka ze zbyt dużym tornistrem na plecach. Dziecko dziarsko maszerowało przed siebie. Jakieś pięćdziesiąt metrów dalej.

Wyprostował się.

Przygryzł wargi.

Sięgnął po teczkę i zrobił krok do przodu. Ale w momencie, w którym miał energicznie wystartować, zobaczył nagle dwóch mężczyzn, którzy zatrzymali się przed dzieckiem i o coś je zagadnęli. Jeden z nich był wysoki, szczupły, długowłosy, drugi zaś niski, krępy, krótko ostrzyżony.

Zamarł.

Właśnie ktoś mu sprząta ofiarę sprzed nosa.

Zagotowało się w nim.

„Co to za chuje?!” – warknął w myślach.

Przywarł z powrotem do drzewa, tym razem poczuł jego chłód.

Cały czas śledził rozwój sytuacji.

Chłopiec pokiwał głową, jakby coś potwierdzał, potem odwrócił się w stronę zabójcy i wskazał palcem w jego kierunku. Mężczyźni obrócili się jak na komendę.

Poczuł, że jego serce zaczyna szybciej bić. Nerwowo odwrócił się, przykucnął i zaczął udawać, że wiąże sznurówki. Kątem oka obserwował poczynania intruzów.

Uciekać czy nie?

Nieznajomi pożegnali się z chłopcem i ruszyli w jego stronę.

„Nie zdążę” – pomyślał przestraszony.„Nie z tą głupią nogą. Złapią mnie”.

Podniósł się, chwycił dyplomatkę i wolnym krokiem zaczął iść przed siebie, czekając na najgorsze.

Zagwizdał jakąś melodyjkę, żeby podtrzymać się na duchu i nie spanikować.W tym momencie usłyszał, że mężczyźni przyspieszają kroku, wymijają go, a po paru sekundach skręcają w prawo.

– Jest! – usłyszał.

– Gdzie?

– Tam! Obok tego czerwonego poloneza. Widzisz go?

– Tak.

Let’s go!

Zatrzymał się i spojrzał na oddalających się pospiesznie mężczyzn. Gdy zasłonił ich parkujący samochód, odetchnął z ulgą.

„Koniec na dzisiaj” – pomyślał i wzrokiem poszukał drogi na rondo, z którego chciał wrócić na dworzec PKP.

 

 

ostatnia aktualizacja: 8 października 2016, katarzyna


Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*