Michał Zakrzewski, (Nie)słodka bajka o krasnoludkach

Bajka o krasnoludkach niekoniecznie dla dzieci? Może być tylko zabawnie! Szczęśliwe życie Miziołka i Kiziołka zostaje bezpowrotnie zburzone, gdy ich synek, Fiziołek, oświadcza, że uprawiał seks z Marysią. Młody krasnal zostaje uznany za zboczeńca, bo wśród leśnej gromady wszystko wygląda trochę inaczej. Do walki o krasnoludkową moralność włącza się cała wioska, a Marysia musi zmierzyć się z poważnym zagrożeniem – stos czeka w pogotowiu. Słodko-gorzka opowieść o tolerancji, lęku przed innością i o panicznych próbach powstrzymywania się przed zmianami. Jaki jest jej finał i jaka kara czeka Fiziołka?

Michał Zakrzewski
(NIE)SŁODKA BAJKA O KRASNOLUDKACH

Do stołu prawie podano. Białe talerzyki w czerwone kropki zawadiacko czarowały nakrycie. Lśniące widelce i łyżeczki zalotnie puszczały oczko, a kompot z jagód pachniał jak najsłodsze perfumy.
– Hej ho, hej ho, na obiad by się szło… – wesoło podśpiewywał Kiziołek. Na czole zebrało mu się kilka kropel potu, a spod czerwonej czapeczki spływały rude kosmyki.
– Ależ ty masz humorek, Kiziołku kochany – zalotnie zagadnął Miziołek i klepnął go w tyłek.
– No, no, Miziołku, bez takich perwersji. Zaraz wraca nasz synek. A ja muszę jeszcze dopilnować, by sos grzybowy się nie przypalił. Jak tam ziemniaczki?
– A, ziemniaczki już prawie gotowe. Zaraz je wyłożę na talerzyki!
Krzątali się tak jeszcze chwilę, aż w końcu zasiedli do stołu w wyśmienitych humorach. Chwila czekania.
– Gdzie ten nasz Fiziołek się podziewa? – zagadnął nieco nerwowo Miziołek.
– Pewnie biega po lesie, jak to ma w zwyczaju. Zaraz przyjdzie, przecież nigdy się nie spóźniał na obiadek!
Siedzieli tak w milczeniu kilka minut, aż w końcu Miziołek poderwał się i wyjrzał przez okno.
– No nie ma tej małej cholery!
– Miziołku, spokojnie…
– Nie tak go wychowywaliśmy. Dwadzieścia lat temu już raz spóźnił się na obiad i dostał po tyłku pokrzywą.
Kiziołek zaśmiał się szczerze. Doskonale pamiętał tę scenę. Fiziołek biegał jak oszalały po domu i nie wiedział, co się stało i skąd te bąble.
Na szczęście dało się słyszeć kroki. Drzwi do chatki się otworzyły i wpadł zziajany Fiziołek.
– Przepraszam, tatusie, ale zdarzyło się coś niesamowitego! – krzyknął podekscytowany.
Miziołek poważnie zmierzył go wzrokiem. Już chciał sięgać po pokrzywę, która leżała w koszyku w kącie, ale Kiziołek go powstrzymał.
– Spokojnie, Miziołku. Niech nam opowie, co się wydarzyło…
Miziołek, wciąż zdenerwowany, trochę opanował emocje i żądzę wymierzenia kary. Usiadł przy stole i badawczo wpatrywał się w Fiziołka.
– No, gadaj. Co takiego było ważniejsze od obiadku?
Fiziołek, pełen ekscytacji, usiadł przy stole. Chciał zacząć opowieść, ale na chwilę się zawiesił. Miziołek już się podnosił, by ruszyć po pokrzywę, ale Kiziołek złapał go za rękę i niemal wbił w krzesełko.
– Otóż, tatusie, nie uwierzycie. Uprawiałem seks.
Kiziołek jęknął, Miziołek prawie spadł z krzesła. Wymienili się spojrzeniami, wtedy Miziołek wybuchnął płaczem.
– Ty gnido, nie tak cię wychowywaliśmy! Przecież seks tylko po ślubie.
– No tak – zgodził się Fiziołek, niewzruszony – wiem, ale to było coś niesamowitego. Może nawet będę miał dziecko, obiecała mi to Marysia.
– Jaka znowu Marysia?! – Miziołek poderwał się z krzesła. – To koniec świata! Kiziołku, zobacz, wychowaliśmy zboczeńca…
– Fiziołku, coś ty narobił – szepnął tylko Kiziołek. – Masz dopiero dziewięćdziesiąt lat, niedawno posłaliśmy cię do szkoły. Nie w tym wieku takie zabawy. Poza tym… nawet jeszcze nie rozmawialiśmy o tym, skąd się biorą dzieci!
Fiziołek zerknął na tatę spode łba. Potem na drugiego, który intensywnie wpatrywał się w kosz z pokrzywami, a następnie przeniósł wzrok na noże i patelnie.
– Marysia wszystko mi wytłumaczyła, a potem… Było zajebiście!
Miziołek wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Po chwili załamał ręce, oparł się o ścianę i zaczął płakać. Kiziołek podszedł do niego i objął go czule. Fiziołek, nadal podekscytowany, siedział rozmarzony przy stole. Spojrzał na ziemniaczki i sosik, nabrał apetytu i już chciał nałożyć sobie porcję.
– Stop! – krzyknął Miziołek, wyrwawszy się z rozpaczliwego stuporu. – Ani się waż dotykać jedzenia tymi zapaskudzonymi łapskami!
Fiziołek wycofał się.
– I tak nie byłem głodny. Idę pochodzić po lesie – podniósł się z krzesła i ruszył do drzwi.
– Halo, halo! – Miziołek był już naprawdę wściekły. – Nie wyjdziesz stąd, dopóki nie wyjaśnimy sobie paru spraw.
– Ale jakich spraw? – Fiziołek odwrócił się i spojrzał na tatę. – To tylko niewinna leśna przygoda, tak mówiła Marysia…
Miziołek zaśmiał się jak szaleniec. Kiziołek z niepokojem go obserwował – jeszcze nie widział swojego męża w tak dziwnym stanie.
– Niewinna! Będziemy na językach wszystkich ludzi w naszej wiosce. Powinienem wywalić cię z domu. Taki wstyd! – wciąż nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło.
– A ja myślałem, że się ucieszycie… – szepnął Fiziołek zasmucony. – W końcu stałem się mężczyzną.
– Jakim znowu mężczyzną?! – Miziołek niemal wpadł w furię. – Przecież u nas, krasnoludków, wszystko jest trochę inaczej. Nie jesteś mężczyzną, tylko ciotą. Boże, patrzysz i nie grzmisz…
– Uspokój się, Miziołku – Kiziołek jednak bardziej panował nad swoimi emocjami. – Musimy usiąść i porozmawiać. Może jeszcze da się wszystko naprawić. A Fiziołek zrozumie, że popełnił straszny czyn…
– Nic nie zrozumie! Jest tak samo tępy jak ty! – krzyknął Miziołek.
– No, no, kochany, bo dostaniesz w zęby, jak się nie uspokoisz – Kiziołek zaczął tracić cierpliwość. – Siadaj na dupie przy stole, i to już!
Miziołkowi zaczęło być wszystko jedno, więc usiadł, oparł łokcie na stole i czekał.
– No to rozmawiajmy, do cholery!
– Chyba nie w takiej atmosferze, tato – cichutko wtrącił się Fiziolek.
– Nie no, ten bachor zasługuje na porządne lanie pokrzywą! – wrzasnął Miziołek. – Na górę, i to już! Musimy z tatusiem ustalić, co z tobą zrobimy.
Fiziołek zawahał się przez moment.
– Już!!! – wrzasnął Miziołek.
Fiziołek, ze spuszczoną głową, pomaszerował po schodach na górę, do swojego pokoju. Miziołek za nim, po czym zamknął drzwiczki od zewnątrz na klucz. Zszedł na dół, nalał sobie nalewki z czarnego bzu, wsunął od razu pół szklaneczki, aż wreszcie usiadł przy stole. Skinął na Kiziołka, który przez ostatnie kilka minut bezczynnie stał pod ścianą.
– Chodź tu, siadaj – szepnął Miziołek, ale wyraźnie podenerwowany. – Musimy się naradzić, co z tym fantem zrobić.
Usiedli naprzeciw siebie i zapadła cisza. Miziołek nerwowo postukiwał palcem w blat stołu, a Kiziołek patrzył tępym wzrokiem w próżnię. W głowach obu kotłowały się myśli. W końcu Miziołek podniósł się, zaczął nerwowo chodzić po kuchni w tę i we w tę.
– Nie no, nie ma rady, trzeba zadzwonić do doktora Psycholka! – powiedział.

Chcesz czytać dalej? Zostaw swój e-mail:

Imię i nazwisko

Adres e-mail

Zgoda na wysłanie całości zawsze zależy od autora.

ostatnia aktualizacja: 30 marca 2016, rafael


4 odpowiedzi na Michał Zakrzewski, (Nie)słodka bajka o krasnoludkach

  1. Zjadliwe i przewrotne opowiadanie typu „a co by było, gdyby…” Przeczytałam całe i bardzo polecam.

  2. Pomysł dobry, a lepka słodycz „normalności” i „szczęścia rodzinnego” aż ścieka z ekranu.

  3. Ciekawa gra konwencjami, trochę śmiesznie i strasznie zarazem. Lubię 🙂

  4. Takie rzeczy trzeba teraz szybko czytać, bo niedługo mogą zostać zakazane 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*