Michał Larek, Waldemar Ciszak, Martwe ciała

Czas akcji: pierwsza połowa lat 80. Miejsce: Poznań (cmentarze, peryferia, milicyjne komendy), a także Warszawa, Wielkopolska i ziemia lubuska. Bohater: niepozorny, niewysoki i zamknięty w sobie facet w średnim wieku. Edmund Kolanowski. Znany jako poznański nekrofil. I jeszcze jeden wymiar: poznański biura, knajpy i budynki sądowe z roku 2012 oraz autorzy, filolog i mecenas, a także ich rozmówcy: oficer śledczy, patolog, prokuratorzy, adwokaci, dziennikarz – uczestnicy i świadkowie wydarzeń sprzed trzydziestu lat. „Martwe ciała” to mariaż powieści kryminalnej i reportażu. Rekonstrukcji i fabularnej narracji. Dokumenty (w tym fragment niezwykłego listu mordercy do matki), kasety magnetofonowe, kasety wideo. Rozmowy, cytaty, opisy uczestników zdarzeń, wycinków peerelowskiego Poznania, przedmiotów. Powstała książka sprawnie napisana, wyraziście zmontowana. Portret przestępcy, śledczych. No i jest jeszcze Kapitan Szrama! Chcecie poznać legendę poznańskich dochodzeniowców? Bierzcie się za lekturę.

Jerzy Borowczyk, historyk literatury

ZOBACZ >> recenzja książki w serwisie Goodstory.pl Martwe ciała, czyli wstrząsający reportaż o polskim seryjnym mordercy

Smolarek przesłuchuje Edzia / fragment drugiego rozdziału „Martwych ciał”

 

***

To, przed jak trudnym zadaniem stanął porucznik Jakubowski, uświadomił nam generał Zenon Smolarek, który także przesłuchiwał Kolanowskiego, wstępnie, na próbę.

– Chciałem się pobawić jego psychiką – mówi nam. – Rozkruszyć trochę jego charakter.

Prosimy o opis aresztanta.

– Blady. Miałem wrażenie, że śmierdzi trupami.

Generał myśli.

– Porównałbym go do ślimaka zasklepionego w skorupie. Bardzo wrażliwy. Bał się niespodzianek. Trzeba było uważać, że nie nadepnąć. Nie wystraszyć. Nie wkurzyć. Edziu miał swój własny wewnętrzny świat. Cały czas tam przebywał.

Jakubowski wspomniał, że podwładni nazywali Smolarka „Smutny”. Rzeczywiście, coś w tym jest. Generał to wysoki mężczyzna. Bardzo spokojny. O szczupłej, pociągłej twarzy. Bujnych brwiach. Ma przyjemne, choć lekko pobłażliwe spojrzenie. Usta są wydatne. Owszem, smutne, sceptyczne, z lekka ironiczne, ale też raz po raz układają się w promienny uśmiech.

– Starałem się zdobyć jego zaufanie – kontynuuje nasz rozmówca.  – Skutecznie go zapewnić, że nie chcemy źle, że chcemy dobrze.

Generał pociąga łyk kawy. Spogląda na nas. Wtedy pojawia się jeden z tych jego promiennych uśmiechów.

– Taka blada sierota była z niego. Łeb spuszczony. Często się zastanawiałem, czy dotarło do niego to, co powiedziałem. Nie spotkałem wielu takich klientów w swoim życiu zawodowym.

Pytamy generała o jakieś jedno konkretne przesłuchanie. Generał odpowiada po chwili:

– Siedzimy w moim gabinecie. Przy stole Kolanowski. Głowa pochylona. Wzrok wbity w ziemię. Naprzeciwko niego siedzę ja i wertuję gazetę. Cisza. Od dość dawna. Hm, dużo tej ciszy było między nami [śmiech].

Co jakiś czas mówię do niego półgębkiem: „Edziu, słyszałeś?”

Nic. Żadnej reakcji.

„Edziu, pytanie zadałem’”.

Nic.

„Kolejorz wygrał. Interesują cię wyniki?”

Kolanowski podnosi głowę.

„Przeczytać ci fragment?”

Kiwa głową, że tak.

No to czytam.

„Edziu”, odzywam się innym razem, „wypijesz kawę”

„Uhm”.

„Smakowała ci?”

„Tak”.

„Dawno nie piłeś, co?”

Potem zadaję szereg pytań.

Ale odpowiedzi nie następowały szybko. O nie. Edek często odpowiadał na drugi dzień, po tym, jak sobie w celi dokładnie wszystko przemyślał. Bał się, że moje pytania to pułapki. Widzicie, panowie, niby ciołek, prostak, a jednak miewał wzloty.

„Edek”, mówiłem do niego, „nie chcesz rozmawiać. Naprawdę? Dlaczego?”

Kiedyś zapytałem go, czy chce zapalić.

Kiwnął głową.

Przyniesiono paczkę papierosów i zapałki.

Zapalił.

Paczka leżała przed nim na stole.

Wpatrywał się w nią intensywnie.

Przechwyciłem to jego uporczywe spojrzenie.

„Chcesz do celi?” –  zapytałem.

„A można by?” –  on na to zdziwiony.

„Edziu”, odpowiadam, „wszystko można by”.

I na drugi dzień był łaskaw odpowiedzieć na któreś z moich pytań.

Pytamy, czy wierzył w to, że Kolanowski zostanie rozkuty.

– Raczej byłem pewny, że pęknie – pada odpowiedź. – Wiedziałem, że trzeba spokojnie drążyć skałę.

 

***

ostatnia aktualizacja: 1 sierpnia 2016, ewake


6 odpowiedzi na Michał Larek, Waldemar Ciszak, Martwe ciała

  1. Właśnie kupiłem

  2. To jest naprawdę znakomita książka, w zasadzie literatura faktu – prawdziwa historia zabójcy grasującego w Poznaniu w latach 80. Mistrzowsko napisane. Polecam!

  3. Gdzie można zakupić Tę książkę?

  4. Tymczasem tutaj.
    http://www.papierireszta.pl/pl/p/Sensacja.-Thriller.-Kryminal/Martwe-ciala/25045
    Gdy „Martwe ciała” przejmie nowe wydawnictwo, kwestia dystrybucji z całą pewnością radykalnie się zmieni.

  5. Ciekawe szczegóły dotyczące pracy policyjnej (wtedy jeszcze teoretycznie milicyjnej) w późnym PRL – o profesjonalizmie i ciemnych jego stronach w zupełnie innych warunkach choćby technologicznych, kiedy nagranie wideo było nowością!

  6. Uwielbiam programy tego typu! Już od dzieciństwa oglądam 997. Nie mogę się doczekać lektury tej książki!!! Pozdrawiam. Magda K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*