Joanna Dobkowska, Joanna Wasilewska, W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku

W książce są nie tylko dokładne opisy XIX-wiecznych strojów, dodatków, typów fryzur itp., ale też fragmenty pamiętników i listów z epoki, artykułów z ówczesnej prasy. Autorki pokazały modę w szerokim kontekście, opisały jej funkcjonowanie w XIX-wiecznym społeczeństwie, powiązania z panującymi wówczas zwyczajami, wzorcami obyczajowymi, moralnością i erotyką. Wydawnictwo Arkady, 2016

Recenzje m.in.:
http://lareinederetro.blogspot.com/2016/09/w-cieniu-koronkowej-parasolki.html
http://bioggraff.blogspot.com/2016_07_01_archive.html
http://punktsiedzenia.net/w-cieniu-koronkowej-parasolki/
Mówią Wieki

FRAGMENT:

Panowanie Napoleona III znane jest jako epoka opery i krynoliny. Najbardziej charakterystycznym elementem mody tych lat były suknie z szerokimi spódnicami, efektownie rozpostartymi na krynolinach. Krynoliną nazywano stelaż ze stalowych lub fiszbinowych obręczy, łączonych paskami tkaniny lub obszytych płótnem w taki sposób, że cała konstrukcja mogła się składać. Wynalazek ten, zwany niekiedy z francuska la cage – klatką, był podziwiany przez współczesnych za wygodę i nowoczesność, ponieważ uwolnił kobiety od ciężkiego (dosłownie) obowiązku wkładania pod spódnicę kilku, a nawet kilkunastu halek, tak aby zachowywała ona pożądany kształt dzwonu. Krynolina teoretycznie pozwalała na nieograniczone powiększanie obwodu spódnicy bez uciekania się do dodatkowych źródeł pomocy. W swoim czasie stanowiła więc dla kobiet spore ulepszenie, pomimo że później atakowano ją za niewygodę i nieekonomiczność. Większość pań nosiła krynoliny umiarkowanych rozmiarów, ale stelaże podtrzymujące reprezentacyjne, dworskie toalety dochodziły do dziesięciu metrów obwodu. Apogeum szerokości przypada mniej więcej na rok 1857. Potem la cage mogła się już tylko coraz bardziej zmniejszać i ograniczać. W latach 50. krynoliny budowano na bazie koła i kształtem przypominały kopuły. W tym czasie charakterystyczne były spódnice o jednakowej długości zarówno z przodu jak z tyłu, z naszytymi w kilku lub nawet kilkunastu rzędach, szerokimi, zachodzącymi na siebie falbanami, które podkreślały horyzontalność całej sylwetki. Falbany usztywniano podszewką i przyszytym na brzegach sznureczkiem.

W latach 60. krynoliny zostały spłaszczone z przodu, co miało podobno znaczenie praktyczne – ułatwiało kobiecie dojście do przedmiotów stojących przed nią – i jednocześnie wydłużyły się z tyłu. Nakładane na nie spódnice nie były już krojone tak jak poprzednio, z prostych pasów materiału, układanych lub marszczonych w talii. Nowa moda wymagała, by były szyte z klinów rozszerzających się ku dołowi, z tyłu zaś przechodziły w tren.

Krynolina była lekka, tania i popularna, nie tylko wśród najbardziej uprzywilejowanych klas społeczeństwa. Wytwarzana przemysłowo, stała się dostępna nawet dla niezamożnych kobiet. Rozmaite jej wersje, jedna doskonalsza od drugiej, były opatentowane, a następnie reklamowane w prasie jako najbardziej sensacyjny wynalazek ostatnich lat, dowód postępu nauki, techniki, i w ogóle przejaw genialności ludzkiego umysłu. Moda na krynoliny przyjęła się powszechnie, aczkolwiek od początku oprócz zachwytów słychać było też głosy krytyki. Polscy polemiści zarzucali krynolinie nie tylko niepraktyczność (nie można w niej swobodnie usiąść, tyle miejsca zajmuje itd, itp.), ale również niemoralność, ponieważ zalotnie bujała się przy chodzeniu, a co więcej, niekiedy przy gwałtownym ruchu odsłaniała nogi trochę powyżej kostki. W celu odstraszenia Polek od zagranicznego wymysłu, publikowano stosowne, zmyślane z większym lub mniejszym talentem, historyjki. Jedna z nich opowiadała o chudej pannie ubranej w obszerną, modną krynolinę, którą pewnego razu wielka wichura uniosła wysoko (krynolina jak balon napełniła się powietrzem), następnie zaś z impetem rzuciła o ziemię. Biedna dziewczyna strasznie się potłukła, przytomność odzyskała dopiero na trzeci dzień po strasznej przygodzie, i z płaczem zarzekała się, że nigdy w życiu nie włoży już tej okropnej krynoliny, która była przyczyną nieszczęścia. „Spódnicą możnaby zakryć całe Gopło, a ogon, ów ogon c’était mon orgueil [był moją dumą], taki długi, i taki szeroki!… zwracając głowę, końcam nie widziała. […] Nadbiega pan Henryk i bierze mnie do polki; tańczymy przyspieszonym taktem, a mój ogon buja za mną zwycięsko po powietrzu, jak bandera liniowego okrętu. Nagle ciężko mi się robi, słyszę turkot za sobą, patrzę, otóż mój ogon owinął się koło wielkiego oleandru, stojącego przy murze i wyciągnął go wraz z ziemią i donicą na środek sali […] Naraz przy skręcie, panie, panie, okropność, leżę na ziemi jak długa, a baron pode mną; zrywam się do góry, lecz padam znowu. Baron jęczał straszliwie; nadbiegają ze wszystkich stron, podnoszą nas; jam zdrowa, ale mon malheureux fiancé [mój nieszczęsny narzeczony], zawikłany we fałdy fatalnego ogona i obręcze krynoliny, padł tak nieszczęśliwie, iż złamał sobie obiedwie długie nogi.” – tak złośliwie wyobrażał sobie Marceli Motty, poznański felietonista, koszmarny sen elegantki w 1865 roku .

Nie tylko niepraktyczność czy niemoralność fasonów drażniła wielu miejscowych reformatorów. Irytowała ich również bezwzględna dyktatura Paryża w kwestii mody. Pismo dla kobiet „Bluszcz” apeluje w 1865 roku do czytelniczek, by były niczym swojskie kwiaty, zaniechały udawania egzotycznych: „możesz być piękną kobieto nasza ale tak, jak są piękne kwiaty ziemi twojej: piękną swojskim charakterem ich piękności skromnej, słodkiej, a cichego uroku pełnej. Nie rozwijaj się więc w bezwonnie strojną kamelią, nie wystrzelaj pysznie w ognisty kielich nietrwałego kaktusa, ani bądź narkotycznym kwiatem pomarańczy, lecz białą lilią z naszych stróg srebrzystych, płonącą różyczką naszych sadów sielskich, lub w cieniu gajów naszych niezapominajką zadumaną; […] ze stosu różnobarwnych płatków potrafisz zawsze wybrać sobie suknię piękną jak prostota, i nosić ją będziesz z czystym wdziękiem szlachetnej skromności”. W duchu kreowania ideału kobiety-Polki podejmowano wielokrotnie, nigdy nie uwieńczone pełnym sukcesem, próby odrodzenia i uwspółcześnienia stroju szlacheckiego, który miałby się stać konkurencją dla modnych wzorów napływających z zagranicy. Proponowano więc ubiór typu „suknia wyrobu krajowego aż po szyję zapięta”, a do tego odpowiednią fryzurę: „włosy we dwudzielne warkocze splecione i wąską wstążeczką związane”. Trudno się dziwić klęsce podobnych idei. Polki wolały być modne – nawet przyszłe działaczki społeczne, jak Anna Działyńska (późniejsza Potocka), która pisała w pamiętniku „Jednym jeszcze zmartwieniem moim w Paryżu była moja opłakana toaleta. Mama nienawidziła mody, uważała to za słabość charakteru, aby się do niej stosować, i bała się bardzo, abym nie nabrała upodobania w strojach. Otóż wówczas noszono olbrzymie krynoliny i maleńkie kapelusze; ja nie miałam krynoliny, tylko jak tyczka wyglądałam w mojej wąskiej czarnej sukience. Na głowie miałam przywieziony z Poznania dzwon, na łokieć średnicy, z piórami; palto długie jak seminarzysta; rzeczywiście, jak sobie moją niepoczesną figurę przypomnę w lustrze, to mi się dziś chce śmiać; ale wówczas śmiać mi się nie chciało, tylko rzewnie płakać. Na ulicy, jak tylko się pokazałam, biegali za mną ulicznicy krzycząc: La capsule! La capsule! [Wiadro! Wiadro!] i Yes, yes, milady – myśląc, że tylko Angielka może tak dziwacznie się ubierać. […] gdybym była ubrana jak wszyscy, sądzę, że niewiele by mnie toaleta zajmowała; a tak przeciwnie, przedmiotem snów moich i marzeń na jawie przez lat wiele była krynolina! […]”.

Krynolinę oskarżono o wiele; część zarzutów była sfabrykowana (żadnej elegantki, zdaje się, nie uniosła w powietrze), część natomiast jedynie nieco przesadzona. Otóż, ten element stroju istotnie stwarzał pewne problemy, głównie przez lekkość i sztywną budowę. Olbrzymie obręcze bujały się utrudniając, zwłaszcza przy wysokich obcasach, utrzymanie równowagi. W takim rynsztunku trzeba umieć chodzić. Konieczny był płynny krok, unikanie gwałtownych ruchów, które mogły spowodować niekontrolowane skoki spódnicy. Krynoliną, owszem, należało lekko kołysać, ale miał to być ruch wdzięczny i majestatyczny, a nie szalona huśtawka.

ostatnia aktualizacja: 30 października 2016, katarzyna


Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*