Grażyna Hanaf, Joachim

Dla Joachima, siedemnastolatka z Wrocławia, zbliżające się wakacje to osobista tragedia. Spędzi je w małym miasteczku. Na początku roku szkolnego nastolatek dokonał bowiem coming outu i poinformował szkołę, jak również całą dzielnicę, w której mieszka, że jest gejem. Rodzice, aby odetchnąć od zamieszania, wyjeżdżają do Hiszpanii, zostawiając syna u swojej przyjaciółki w Bolesławcu. Nowa opiekunka Joachima i jej przyjaciele nie zamierzają dopuścić, by chłopak poinformował bolesławian o swoich preferencjach, i stosują zabawny fortel, aby milczał. Joachim powoli poznaje miasto rozpoczynające wielkie przygotowania do parady Glinoludów, w której każda inność ma swoje wyjątkowe miejsce.

Chłopak spotka w Bolesławcu rozmaitych ludzi: kochających swoje miasto, żądnych władzy, ukrywających swoją inność jak on. Pozna też blachary-galerianki (niepełnoletnie nastolatki), które spotykają się z dorosłymi mężczyznami na dyskotekach i w ich autach. Będzie też musiał pomóc młodej, zgwałconej dziewczynie. I dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest on sam…

Wydawnictwo Istotne.pl, więcej na stronie: www.hanaf.pl
Recenzje: http://toska82.blogspot.com/2013/08/joachim-grazyna-hanaf.html
http://www.granice.pl/recenzja,joachim,7920

http://ivka86.blogspot.com/2013/08/joachim-grazyna-hanaf.html

http://dzosefinn.blogspot.com/2013/07/hanaf-grazyna-joachim.html

http://mojeksiazkoweniebo.blogspot.com/2013/06/76-grazyna-hanaf-joachim.html

Grażyna Hanaf
JOACHIM
(fragment)

Rozdział pierwszy
Joachim opuszcza Wrocław

Na ulicy Brata Alberta we Wrocławiu, w letni czerwcowy ranek pierwszego dnia wakacji, Sylwia Korbetowska otworzyła szeroko okno i nabrała rześkiego powietrza głęboko w płuca. Była szósta trzydzieści, godzina codziennej pobudki Sylwii, emerytowanej nauczycielki plastyki. Korbetowską zaintrygowały hałasy przed willą sąsiadów. Zrobiła krok w tył i skryła się za firankę, by nikt jej nie zauważył. Na szczęście była już w wieku zaawansowanego dalekowidztwa, więc żaden szczegół nie uszedł jej uwadze.

Państwo Kamieńscy, Mariola i Paweł, pakowali bagaże do swojego Forda Mondeo. Sylwia lekko zmrużyła oczy, by lepiej przyjrzeć się sąsiadom. W samochodzie, w foteliku, siedziała sześcioletnia Natalia, córka Kamieńskich. „No tak – westchnęła w myślach Korbetowska – wakacje, pewnie zagraniczne. Takich to stać!”. I lekko zasmucona szczęściem innych już miała odejść od okna, by przygotować śniadanie mężowi, kiedy przed dom sąsiadów podjechał złoty citroën.

Sylwia Korbetowska pewnie zignorowałaby fakt przybycia do Kamieńskich gości o szóstej trzydzieści rano, gdyby nie przyjechali Citroenem Xsarą Picasso. Był to samochód jej snów. Ilekroć widziała go, czy to na ulicy, czy w reklamie, marzyła o podróży do Prowansji. Cannes, Antibes, Nicea. W swej wyobraźni, siedząc w Xsarze Picasso, mijała zjazdy na te miasta. Raz przeszło jej nawet przez myśl, czy by nie namówić męża na zakup tego auta, oczywiście na raty, ale natychmiast zganiła samą siebie za takie kaprysy. I nadal namiętnie marzyła o Xsarze. Teraz to dla niej pozostała za firanką trochę dłużej. Była ciekawa, kto nią przyjechał.

Samochód jej marzeń prowadziła kobieta po trzydziestce. Na jej widok emerytowane nauczycielskie serce Sylwii zabiło mocniej. W taki właśnie strój, jaki miała na sobie kobieta z Xsary, Sylwia ubierała się podczas swoich wyimaginowanych podróży. Wytarte jeansy i płócienna koszula. Lekka i przeźroczysta, tak że widać było pod nią kolorowy stanik. Na opalonych stopach nieznajoma miała delikatne sandałki. Korbetowska jak zaczarowana patrzyła na kobietę wymieniającą powitalne pocałunki z Kamieńskimi.

Gdyby nie zauroczenie Xsarą i jej właścicielką, Sylwia nigdy by się nie dowiedziała, że syn Kamieńskich, Joachim, nie pojedzie w tym roku na wakacje z rodziną, tylko wsiądzie do samochodu marzeń z nieznajomą kobietą. Nie widziałaby też, że ten przemiły siedemnastolatek nie pożegna się ze swoimi rodzicami ani z siostrzyczką, która będzie się do niego wyrywała i nawet zacznie płakać. Joachim demonstrował całemu światu, że na niczym mu nie zależy, że nic a nic nie obchodzą go ludzie obok, a już na pewno nic go nie może ani zaboleć, ani zranić. Ale wprawne oko nauczycielki natychmiast dostrzegło w zgarbionych plecach i obojętnym spojrzeniu chłopca, że jest bardzo nieszczęśliwy.

Lubiła Joachima, choć do tej pory nie otrząsnęła się z szoku, po tym, jak na początku roku szkolnego zapukał do jej drzwi i obwieścił, że jest gejem. Nie znała tego słowa, ale natura pedagoga nie pozwoliła jej dać po sobie poznać, że nie ma najmniejszego pojęcia, kim taki „gej” jest. Dlatego uśmiechnęła się do Joachima uprzejmie i powiedziała coś w stylu: „O, to świetnie!”. Joachim był zawsze dobrym dzieckiem, kłaniał się wszystkim sąsiadom, nie bił się z kolegami, nie maltretował kotów. Pomyślała więc, że bycie gejem musi mieć związek z jakimś nowym rodzajem wolontariatu. Jej reakcja zaskoczyła chłopaka.

– Pani profesor, nie spodziewałem się po pani takiego otwartego podejścia do homoseksualizmu – Joachim był rozpromieniony.

Słowo „homoseksualizm” Korbetowska już znała. Zrozumiała, że Joachim ma, delikatnie mówiąc, nieapetyczne skłonności. Grymas na jej twarzy musiał powiedzieć chłopcu więcej niż słowa. Ognik radości w jego oczach jakby przygasł.

– Inni sąsiedzi i nauczyciele, kiedy ich o tym informowałem, byli mniej… przyjaźni – dokończył cicho. Potem odwrócił się na pięcie i szybko odszedł.

Sylwia nie miała pojęcia, że tamten wrześniowy wieczór był coming outem Joachima. Potem straciła chłopaka z oczu. Ale gdyby była wobec siebie bardziej szczera, musiałaby przyznać, że go po prostu unikała.

Coming out odbił się szerokim echem w całej dzielnicy. A to dlatego, że chłopak obszedł wszystkie sklepy, apteki i punkty usługowe oraz poinformował każdego z sąsiadów o swojej orientacji seksualnej. Z tego, co słyszała Sylwia, reakcje ludzi były rozmaite. Głównie współczuto rodzicom – naprawdę miłym ludziom – uważano, że chłopak jest bezczelnym gówniarzem. Niektórzy uznali, że świat się kończy, inni, że powinno się takich aresztować, bo ingerują w ludzką prywatność. Najbardziej tolerancyjne opinie były wyrażane gestem machnięcia ręki. Mąż Sylwii tylko wzruszył ramionami. Ale tej jesieni po raz pierwszy nie zaniósł dzieciom Kamieńskich szarych renet, które zawsze dla nich zrywał. W ten sposób niewinną ofiarą „wyjścia z szafy” stała się też sześcioletnia siostra Joachima.

Sylwia jeszcze raz spojrzała na złoty francuski samochód i niemal poczuła śródziemnomorską bryzę, zapach sosen i lawendy. Poczuła ciepłe słońce oślepiające artystów, o których tyle lat uczyła dziatwę. Malarzy mieszkających w słonecznych prowansalskich willach, mających namiętne kochanki, upojone zazdrością żony, niewyobrażalnie piękne muzy i modelki.

Przyjrzała się ponownie chłopcu. Uważała, że Joachim jest bardzo odważnym dzieckiem. Kiedy obserwowała go zza firanki, jak wsiada do citroena i pochyla głowę, udając zainteresowanie własnymi butami, zrobiło się jej go żal. Po chwili jednak zdała sobie sprawę, że to ona zostaje w swym starym, dobrze znanym domu, a on wsiada do samochodu jej snów. I zaczęła mu zazdrościć.

Jednak Joachim, jadący wymarzonym autem sąsiadki, daleki był od radości z tego faktu. Jego rodzice i siostra wyjeżdżali na prawie dwumiesięczne wakacje do Hiszpanii. Bez niego! On zostawał w Polsce u ich przyjaciółki. Został zdradzony i porzucony. W swoim, jak go nazwał, blogu-manifeście Tęczowa Rewolucja ujął to tak:

Wyjeżdżają jutro, razem z Natalią. Na Costa del Sol, gdzie brązowe ciała facetów skrzą się w słońcu i błyszczą od olejków i kremów z filtrem, a ich wielkie fiuty prężą się dumnie pod kąpielówkami. Jadą beze mnie! Powiedzieli mi o tym wczoraj, przed kolacją. W ostatniej chwili, w pośpiechu. Jakby się tego wstydzili. Mam nadzieję, że było im głupio!!! Nie przyznali się do tego, że mnie odrzucają, bo im się nie udałem! Jestem wypaczony i nie do zaakceptowania. Ciota, pedał, zboczeniec. Dlatego zabierają swoją ukochaną córeczkę, by udawać normalną rodzinę. Nienawidzę ich!

Porzucają mnie. Zostawiają jak psa, z którym nie mogą pokazać się w hotelu, bo jest nieułożony! Najgorsze jest to, że jadę do jakiejś dziury. Nazywa się Bolesławiec. Nikt nic nie wie o tym miasteczku. Zabita dechami wiocha! Kiedy mi obwieścili, że jadą do Hiszpanii beze mnie, powiedzieli, że za chwilę zadzwoni do mnie Mira, bo właśnie u niej spędzę całe wakacje. Mama zapytała, czy ją pamiętam. Pamiętałem. Ostatni raz odwiedziła nas jakieś dwa lata temu. Na szczęście, nie wyglądała jak dobra ciocia z „Klanu” czy innego „Syfu jak miłość”. Miała na sobie dżinsy i fajny Tshirt z Madonną. Dlatego ją zapamiętałem. A potem okazało się, że to nie Madonna, a Marilyn Monroe. Też nieźle. Muzę przyznać, że wyglądała jakoś tak… zachęcająco do dłuższej znajomości. Ale żeby oddawać mnie do niej na całe wakacje?! Nie lubię kobiet. Jestem gejem.

Kiedy zadzwonił telefon, mama podała mi słuchawkę. Od razu postanowiłem przedstawić się tej Mirze.

– Dobry wieczór, tu Joachim, jestem gejem! – powiedziałem dumnie.

– Hej, tu Mira, jestem hetero. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza?

No… przeszkadzało mi, ale co miałem jej odpowiedzieć, jak mnie tak zastrzeliła.

– Będziemy razem mieszkać przez jakiś czas – kontynuowała, a ja poczułem łzy w gardle.

Mruknąłem coś do słuchawki i pożegnałem się, potwierdzając, że będę gotowy na szóstą rano.

A potem niechcący podsłuchałem rozmowę rodziców na mój temat. Nie mogłem zasnąć. Pakowałem się chyba do pierwszej w nocy, a później tylko przewracałem z boku na bok. Zszedłem więc do kuchni po coś do picia. Kiedy przechodziłem koło sypialni rodziców, usłyszałem, jak głośno ze sobą rozmawiają. Nie była to kłótnia i chyba dlatego przystanąłem, żeby ich posłuchać – ostatni raz przed wyjazdem.

Rozmawiali o mnie, mówił głównie tata. Tylu okropieństw na swój temat nie nasłuchałem się nawet w szkole. Jestem arogancki, nie sprzątam po sobie, jedyne, co można ode mnie usłyszeć, to odburknięcia lub trudne słowa – tych ostatnich używam oczywiście po to, by zawstydzić rodziców. W tym akurat nie widzę mojej winy. Jeśli rodzice nie znają podstawowych zwrotów związanych z ludzką, a szczególnie z męską seksualnością, to już ich problem. I naprawdę mi przykro, że ojciec, szukając w moim schowku na narzędzia śrubokrętu, znalazł poppersa. Swoją drogą, nie wiem, po co to kupiłem, bo chyba nigdy nie będę miał szans użyć! Szczególnie w Bolesławcu!!!

Mogłem skłamać i powiedzieć, że to do inhalacji. Ale mój ojciec to hipochondryk, który rzuca się na każdy lek. Mogłem powiedzieć, że to afrodyzjak zupełnie – no, prawie zupełnie – bezpieczny dla zdrowia. Ale słowo „afrodyzjak” kojarzy się z seksem i wtedy usłyszałbym jakiś wykład. A tego bałem się bardziej niż wypróbowania przez ojca poppersa. Dlatego powiedziałem mu, że to azotyn amylu. A jak mnie zapytał, do czego służy, to odpowiedziałem, że między innymi do fistingu. Nie wiem, czy bardziej zirytował go ten azotan czy fisting? Oba terminy są dostępne w Wikipedii, więc naprawdę nie wiem, o co ta obraza!?

Poza tym jestem nieodpowiedzialny, wdaję się w awantury, godzinami przesiaduję w swoim pokoju i kombinuję, jak by im tu uprzykrzyć życie. Niewdzięczny, wyalienowany, niekontaktowy. Normalnie aż zaczęło mi być żal tej Miry, że musi mnie przygarnąć na wakacje. Dostał jej się prawdziwy potwór.

Ciekawe, dlaczego nie odkryli prawdziwego powodu mojego samotnego przesiadywania w pokoju. Nie przyszło im do głowy, że to skutek totalnego odrzucenia?! Przecież nawet mój najlepszy przyjaciel, po tym jak przyznałem mu się, że jestem gejem, wysłał mi SMS-a: „Jestem normalny i nie mogę się z tobą spotykać”. I dotrzymał słowa. Ani razu się nie spotkał. W szkole znalazł sobie nowego kumpla, a że chodził do innej klasy, prawie go nie widywałem. I byłem sam. Sam!!! Miałem oczywiście jakieś znajomości w necie, ale to było żałosne. Zresztą jedną z rozlicznych kar, jakie otrzymywałem za niesubordynację, było odcinanie mnie od Internetu. Chodziło oczywiście o to, że w necie są te wszystkie świństwa, które sprowadziły mnie na złą drogę.

Kiedy usłyszałem, co oni o mnie myślą, to… przestraszyłem się, że i ta Mira mnie nie zechce.

***

ostatnia aktualizacja: 3 listopada 2016, rafael


2 odpowiedzi na Grażyna Hanaf, Joachim

  1. Bardzo ciekawy pomysł, z chęcią przeczytam całą książkę

  2. Wydana została już druga część Joachima 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*