Grażyna Hanaf, Zaginieni rodzice

Bajka detektywistyczna z elementami grozy. Babcia Antonina, prywatny detektyw, podróżująca po świecie kamperem i posiadająca magiczne umiejętności czytania ludzkich snów, szuka sześciorga rodziców, którzy zniknęli z domów w tajemniczy sposób. Niezwykłej babci pomaga w śledztwie jej dwunastoletni wnuczek. Fragment:

Prolog: Zły klaun się boi

Klaun Dodo był złą zabawką: lubił straszyć małe dzieci. Na podłodze lub na półce z zabawkami ustawiał się w takiej pozycji, by rzucać sobą na ścianę złowieszczy cień. Czasami udawało mu się nawet zsunąć na podłogę z szelestem i stukiem, by mocniej wystraszyć malucha. Klauna kupiła mama – znalazła go w sklepie w jakimś odległym mieście, gdzie wyjechała na kilka dni w związku z pracą. Ani sześcioletnia Marta, ani dwunastoletni Mikołaj nie zachwycili się prezentem, ale mama tego nie zauważyła, bo jej klaun bardzo się podobał.

Niechciany Dodo leżał od miesiąca na najwyższej półce w pokoju Marty i strasznie się nudził. Pewnej nocy postanowił nastraszyć sześciolatkę i kombinował, jak unieść swoją szmacianą rękę tak, by rzucany na ścianę cień wyglądał jak szpon drapieżnego zwierzęcia. Kiedy mu się prawie udało, zauważył, że za oknem coś przemknęło i ukryło się za krzakami w ogrodzie. Było zwinne i szybkie. Dziwne. Wydawało też z siebie nieprzyjemny świst lub charkot. Dodo nie wiedział, co to jest, ale przeczuwał swoim złym serduszkiem, że wokół domu krąży coś naprawdę paskudnego. To coś jakby nie miało łap, a chodziło, jakby nie miało skrzydeł, a jednak latało. Krzaki łamały się pod ciężarem tego czegoś ze złowieszczym trzaskiem, tak jak wtedy, kiedy zbliża się do was bardzo zły i głodny drapieżnik.

Ręka klauna opadła sama. Dodo skulił się w sobie i sparaliżowany strachem leżał na półce nieruchomo do rana i cały następny dzień. Wieczorem mama Marty i Mikołaja nie wróciła z pracy. Nie było jej wieczorem, potem całą noc, a rano nikt nie zrobił dzieciom śniadania do szkoły. Mama zniknęła i nikt nie wiedział, co się z nią stało.

Zmarnowane wakacje Heńka

Wszystko zaczęło się w dniu, w którym byłem bardzo zły. Pierwszego dnia wakacji, zaraz po zakończeniu roku szkolnego, miałem jechać na obóz z Heńkiem, moim najlepszym przyjacielem, ale jego rodzice postanowili się rozwieść dokładnie w tym samym czasie i zepsuli nasz idealny plan. Z powodu rozwodu rodzice spędzali wakacje oddzielnie. Mama miała zabrać Heńka na jakieś, jej zdaniem, super wakacje do Chorwacji, a potem Heniek musiał spędzić równie wspaniałe, zdaniem ojca, wakacje w Turcji w hotelu z milionem gwiazdek, stoma basenami i innymi cudami. W ten sposób jechałem na obóz bez niego.

– Byłoby lepiej, gdyby obydwoje na jakiś czas zniknęli mi z oczu – powiedział Heniek, pomagając pakować mi plecak. – Wiesz, jak będzie w tej Chorwacji? Matka nie przestanie gadać o ojcu, będzie płakać, zamykać się w pokoju, objadać, a potem narzekać, że nie mieści się w żadną sukienkę i nikt jej nie zechce; a jak już to jakoś przetrwam, to zabierze mnie na wakacje on: zostawi mnie w tym wielkim hotelu z setką atrakcji, a sam będzie pił w barze i milczał. Super wakacje, sam powiedz.

ostatnia aktualizacja: 16 lutego 2017, katarzyna


Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*