Grażyna Hanaf, Joachim. Zemsta

W Bolesławcu dochodzi do serii zagadkowych pobić. Ofiarami są chłopcy, którzy na dyskotece podrywają przygodne dziewczyny. Pobicia są coraz bardziej brutalne, ale ich sprawcę mieszkańcy uważają za bohatera i nazywają obrońcą dziewic. Śledztwo prowadzi detektyw Mariola Trzcińska, której z początku obrońca dziewic również bardzo imponuje…
Nastoletni Joachim ma spędzić w Bolesławcu wakacje razem ze swoim chłopakiem. Lokalna dziennikarka Diana przejmuje organizację parady Glinoludów, na której będą aż trzy śluby: związki chcą zawrzeć dwie lesbijki i czterech gejów. Ale zanim to nastąpi, feministka Diana nieoczekiwanie dla samej siebie będzie musiała zaopiekować się babcią Różą, radykalną katoliczką.
Niecodzienne przygody bohaterów obserwuje ogrodowy krasnal.

„Joachim. Zemsta” to kontynuacja powieści „Joachim”. Ukaże się w grudniu 2015 roku, nakładem wydawnictwa Istotne.pl

 

Grażyna Hanaf
„JOACHIM. ZEMSTA”
fragment

 

Detektyw Mariola Trzcińska stała na parkingu pod dyskoteką Nimfa. Drżała z zimna. Tak paskudnie zimnego końca czerwca nie pamiętała, jak żyje. Patrzyła na pary wychodzące z budynku, pośpiesznie znikające w pobliskich krzakach. Była w pracy. Patrolowała teren z powodu pobić młodych chłopaków. Ktoś napadał co bardziej napalonych nastolatków, kiedy zabierali swoje wybranki w krzaki. Były dwie ofiary, a drugie pobicie było niepokojąco brutalne. Pobicia zaczęły się w maju. Najpierw był to bulwar nad Bobrem, niedaleko dyskoteki Imperium, potem zaatakowano chłopaka przy Nimfie. Nie mieli pojęcia, gdzie sprawca uderzy kolejnym razem, dlatego ostatniego dnia szkoły obstawiali wszystkie dyskoteki w mieście. Marioli przypadła właśnie Nimfa nad Bobrem. Dziewczyny w wieku od 13 do 16 lat, chichocząc opuszczały tętniącą muzyką salę. Wychodziły najczęściej ze starszymi od siebie mężczyznami. Tylko tacy mieli odwagę je poderwać i zaproponować coś więcej niż taniec czy drinka w barze. Mariola patrzyła na pary uważnie. Oparta o swój samochód wyglądała jak matka, która przyjechała zabrać pociechę do domu. Zbyt troskliwa matka, taka co boi się, by córka lub syn wracali z dyskoteki w środku nocy słabo oświetloną uliczką blisko rzeki. Mimo chłodu, dziewczyny były prawie nagie. Na dyskotekę wkładały koronkowe biustonosze i skąpe topy z dekoltem, by dobrze było widać bieliznę, jak najbardziej opięte i krótkie spódniczki lub eksponujące pośladki krótkie spodenki. Mariola widziała ciepło ubranych chłopaków, najczęściej w bawełnianych bluzach z kapturem, i myślała o roznegliżowanych dziewczynach jak o młodych, niedojrzałych wilczkach, które po raz pierwszy wychodzą z bezpiecznej noryna świat, w którym pełno drapieżników. Drapieżników, którzy widzą tylko własną przyjemność i pragną ją zaspokoić za pomocą przedmiotów, które wpadają im w ręce. Jeśli ten przedmiot jest żywy i można go zranić, tym gorzej dla przedmiotu.
Nikt nie chciał wierzyć Marioli, że dwunastolatki zaczynają „kosztować dorosłego życia”, jak panie urzędniczki nazywały seks. Kobiety z urzędu lubiły tak mówić o seksie, by nic o nim nie powiedzieć, by go nie zauważyć, zasłaniały go czystą lnianą chusteczką z wyhaftowaną na niej maksymą „To niemożliwe, by w tak młodym wieku dziewczynki już to robiły”. Urzędniczki, matki, nauczycielki… zamykały szczelnie oczy. Dlatego Mariola patrzyła. Ktoś musiał to robić. Patrzyła bezradna i wściekła. Źle życzyła tym ślepym kobietom. Chciała, by ich córki lub wnuczki zostały użyte, a potem poinformowane przez innych urzędników, że zrobiono im to, bo same prowokowały. Bo porządnej dziewczynie nic takiego by się nie przytrafiło. Mariola pamiętała rozmowę z naczelniczką wydziału społecznego o sytuacji młodych dziewczyn sprzedających się za podwózkę mercedesem i obiad w restauracji. Kobieta odpowiedziała tylko, że za jej czasów takie rzeczy się nie zdarzały. Że młodzież jest straszna z powodu tego, co ogląda w Internecie. Na zakończenie rozmowy dodała jeszcze, że na szczęście ma synów. Mariola miała nieodpartą ochotę złapać kobietę za tłusty kark i wytarzać ją w tym, co tamta właśnie z siebie wyrzygała. Jednak grzecznie skinęła wtedy głową i postanowiła załatwiać sprawy po swojemu, bez niepotrzebnego uczulania urzędniczego aparatu na dziewczyńskie krzywdy.

Policjantka dobrze znała ze swojej młodości miejsce, gdzie dziś dyskoteka Nimfa dudniła elektryczną muzyką. Ona też tu przychodziła z chłopakami. Pamiętała wakacje, ciepło nagrzanej łąki, chłód od wody i pierwsze randki. Nie była grzeczną panienką, która umawiała się z chłopakiem w kawiarni. Szła z nimi tam, gdzie nikt z dorosłych nie patrzył. Przybiegała tu z kolejnymi narzeczonymi, jakby nazwała ich babcia. Nie byli jej przyszłymi kandydatami na męża. Pryszczaci, nieporadni, szybko ściągali z niej majtki i, zanim się zorientowała, sapali obok spełnieni i zmęczeni. Nie wiedziała, co ich tak zmęczyło, tych kilka sekund ruszania biodrami? Czasami dłużej rozpinali rozporek i mozolili się ze zsunięciem bielizny, niż z tym, co robili z nią. „To” krótkie określenie na macanie cycków, cipki i penetrację. W „tym” nie mieściła się czułość, zapach, smak, rozkosz, spełnienie, poczucie jedności z drugim człowiekiem, erotyzm. „To” było tym, czego się nie powinno robić w tak młodym wieku, kiedy się jest szanującą się dziewczyną i „tym”, co chłopak powinien już zrobić w tym wieku, by mógł być szanowanym w grupie samców. Za dnia – z miejsca, w którym stała – widać było stąd most przerzucony przez rzekę Bóbr i monumentalny wiadukt kolejowy. W czasach dzieciństwa most był jej umowną granicą między domem a szkołą. Mieszkała na Rajskiej, kiedy jej rodzice nie dostali jeszcze mieszkania w bloku i zajmowali dwa małe pokoiki u dziadków. Przechodziła przez most i nad rzeką szła do szkoły, a potem wracała do domu. Babcia pasła barany na łące i razem z nią siadała, by ich pilnować. Czasami specjalnie kryły się przed zwierzętami, by sprawdzić, czy pozbawione pasterzy barany będą szły w stronę zagrody w ogrodzie przy domu. Zwierzęta najpierw się rozglądały, potem jedno z nich – najpewniej przywódca – wołało resztę bekiem i prowadziło do domu. Miały z babcią wielki ubaw z tych baranów.
Mariola pomyślała o domu i cieple, jakie płynęło od przytulającej ją wtedy babci. Uśmiechnęła się. Jej skojarzenia wywołały myśl o Teodorze, jej facecie, który był zaskakująco cierpliwy, zaskakująco jej ciekawy i zaskakująco zabawny. Tak inny od tego, czego zaznała z innymi mężczyznami, z własnym mężem.
Westchnęła i przywołała się do porządku. Była w pracy. Dawne miejsce jej nieudanych randek nadal było miejscem odludnym i Mariola widziała tu same zagrożenia. Nie chciałaby też zobaczyć tu swoich synów. I zakładała, że przynajmniej jeden z nich, młodszy Mateusz, jest teraz w domu. Miała ochotę zadzwonić i zapytać Teodora, czy na pewno 17-letni Darek też tam jest, ale jej uwagę zwróciła kolejna para. Chłopak miał misternie ułożone włosy w blond falę. Dziewczyna była drobna, na oko miała 15 lat. Chłopak mógł być od niej starszy. Mariola oceniła szybko, że idealnie pasował do profilu dwóch wcześniejszych ofiar. Wysportowany ale delikatny, niezbyt pewny siebie, co wyrażało się w jego ruchach i w tym, jak obejmował dziewczynę. Nie był zaborczy, ale okazywał dziwne zniecierpliwienie i rozglądał się na boki. Jego partnerka śmiała się nienaturalnie, kiedy w zabawie popychał ją w stronę zarośli nad rzeką. Mijając Mariolę, dziewczyna spojrzała jej w oczy. Policjantka drgnęła. Wydawało się jej, że w tym spojrzeniu była prośba o pomoc.
– Mama na ciebie nie czeka? – Mariola zdążyła zapytać dziewczynę. Chłopak spojrzał na nią, spłoszony.
– Co pani do tego? – odburknął za swoją partnerkę i zatrzymał się, by bardziej przygarnąć pannę. Dziewczyna oswobadzała się z jego uścisku.
– Tak tylko pytam. Zaraz będę jechała do miasta, mogę cię podrzucić do domu – Mariola zignorowała chłopaka i zagadnęła jeszcze raz do dziewczyny.
– Nie, dziękuję, nie jestem z Bolesławca. Brat po mnie przyjedzie. Później – odpowiedziała cicho dziewczyna.
– Jesteś pewna? – Mariola przyjrzała się jej uważniej, dziewczyna skinęła głową, a chłopak znów ją objął. Odeszli. Mariola odprowadziła ich wzrokiem. Postanowiła odczekać i pójść za nimi. Chłopak mógł być w niebezpieczeństwie, choć akurat Mariola wcale się tym nie martwiła. Odczekawszy dwie minuty, ruszyła za parą. Nie poszła za nimi tą samą ścieżką, wydeptaną przez inne pary licznie korzystające z zacisznego miejsca w krzakach. Skradała się przez wysoką trawę. Usłyszała ich. Dziewczyna się opierała. Chłopak nalegał. Chciał, by zdjęła top. Przekonywał, że i tak jest ciemno. Że nikt nie zobaczy. Ona mówiła słabo „nie”. W końcu umilkła i chyba zdjęła z siebie ubranie. Mariola słyszała odgłosy przypominające całowanie. Czekała. Szukała miejsca, w którym mogłaby przysiąść, gdy poczuła wibrację telefonu. Spojrzała. To Janek z drugiej grupy operacyjnej. Oprócz niej inni policjanci obserwowali dwie dyskoteki w centrum i jedną po drugiej stronie rzeki. Wycofała się z miejsca obserwacji i odebrała.
– Pośpiesz się, jest tutaj, przy Odeonie – rzucił w słuchawkę Janek i zakończył połączenie.
Wiedziała, że nie zdąży dojechać do centrum na czas, zaklęła i pobiegła do samochodu.

ostatnia aktualizacja: 17 lipca 2016, katarzyna


4 odpowiedzi na Grażyna Hanaf, Joachim. Zemsta

  1. Długo czekałem na tą pozycje i na pewno sie nie zawiode.

  2. Bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu

  3. Wciąga

  4. Początkowo sceptycznie podchodziłem do tej książki. Kupiłem ją tylko dlatego, że akcja dzieje się w mieście, w którym mieszkam. I zacząłem czytać… Nieoczekiwanie „Joachim” bardzo mnie wciągnął – książkę przeczytałem w dwa świąteczne dni. Jutro idę do księgarni po część drugą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*