Grażyna Hanaf, Dziewczynka-skrzynka

Ta historia jest niewiarygodna, ale wydarzyła się naprawdę. W miasteczku nad rzeką mieszkała rodzina: mama, tato i dwoje dzieci, starszy chłopczyk i mała dziewczynka. Była to najbardziej strachliwa dziewczynka na świecie. Tato zrobił dla niej schronienie: skrzynkę z otworami na głowę, ręce i nogi. Ludzie przezywali ją dziewczynką-skrzynką. Pewnego razu stała się rzecz naprawdę zła. Strach dziewczynki urósł ponad wszelką miarę, tak że zaczął rzucać cień na całe miasteczko – i wszyscy mieszkańcy zaczęli się bać. Wtedy kazali wywieźć dziecko w skrzynce daleko za miasto i tam porzucić…

 

Grażyna Hanaf, Dziewczynka-skrzynka
(fragment)

Ta historia jest niewiarygodna, ale – uwierz mi na słowo – wydarzyła się naprawdę. Posłuchaj. W miasteczku nad rzeką mieszkała rodzina: mama, tato i dwoje dzieci, starszy chłopczyk i mała dziewczynka. Działo się to na tyle dawno, że dziś nikt już nie pamięta imienia dziewczynki, ale ja ci powiem, że nazywała się Stasia. Wszyscy jednak – nawet rodzice i brat – nazywali ją dziewczynką-skrzynką. Chcesz się dowiedzieć dlaczego?

Było to tak. Kiedy mama pierwszy raz położyła córeczkę na podłogę, by sprawdzić, czy umie już raczkować, dziecko wpełzło pod łóżko i nie chciało spod niego wyjść. Mama wołała maleństwo, to samo starszy braciszek, ale ono tam siedziało, aż tato wrócił z pracy i podniósł mebel. Wtedy mama wyciągnęła dziewczynkę z kryjówki, choć ta szamotała się i płakała. Nakarmiła ją i położyła do łóżeczka, ale kiedy przyszła w nocy sprawdzić, czy dziecko śpi, przerażona odkryła, że zniknęło. Po chwili poszukiwań rodzice znaleźli córeczkę znów schowaną pod łóżkiem. Mała drżała i dygotała ze strachu. Bo była to najbardziej strachliwa dziewczynka na świecie. Bała się tak potężnie, że nie dawała się wyciągnąć ze swojego schronienia. Rodzice musieli wsunąć jej pod łóżko ulubione zabawki, kocyk, a nawet jedzenie. Mama podtykała jej szklankę mleka i miseczkę z płatkami kukurydzianymi albo talerz zupki. A nawet – powiem ci, choć to wstydliwe – wsuwała jej tam nocniczek.

Rodzice długo prosili, by wyszła spod mebla, potem błagali, w końcu zaczęli krzyczeć, ale nic nie pomagało. Również bliscy i lekarze namawiali dziewczynkę do wyjścia z ukrycia, ale ona odmawiała i siedziała tam dniami i nocami. Mama siadała przy łóżku, by być blisko córki. Słyszała wtedy, jak mała szepcze: „Boję się, boję się, boję się, boję się…”. Serce się mamie krajało, tato chodził smutny, a braciszek tęsknił za siostrą, ale ani słowa miłości, ani złości nie przemawiały do dziewczynki.

***

Pewnego dnia tato przyniósł z pracy starą skrzynkę na owoce i zamontował w niej wieko. Wyciął też w niej dziury: dwie na ręce, jedną na nogi i jedną na głowę. Na koniec zabezpieczył brzegi otworów miękką wykładziną, by dziecko nie podrapało się o szorstkie deski. Tak przygotowaną konstrukcję wsunął pod łóżko. Najpierw nic się nie działo, ale wnet rozległ się chrobot i szuranie drewna po podłodze. Po chwili oczom rodziców ukazała się skrzynka, z której wystawały tylko rączki. Tak schowana dziewczynka odważyła się wychylić spod łóżka. Najpierw niepewnie, ale potem całkiem energicznie przysunęła się do nóg mamy, która położyła rękę na skrzynce i czule pogłaskała chropowate deski – wiedziała, że pod nimi jest główka jej córeczki.

***

Dziewczynka od tej pory żyła w skrzynce. Nikt nigdy nie widział, by wystawiała z niej głowę, ale ręce i nogi już tak. Z czasem pierwsze drewniane schronienie stało się za małe, więc tato zrobił dla swej córeczki drugą skrzynkę, większą. Nawet podczas swej „przeprowadzki” dziewczynka nie pozwoliła na siebie spojrzeć – kazała przystawić do siebie dwie skrzynki tak, by stykały się otworami, i sprytnie przeszła z jednej, już ciasnej, do drugiej, wygodniejszej. Wtedy właśnie ludzie przezwali ją dziewczynką-skrzynką. I tak straciła swoje imię, ale najgorsze miało dopiero nadejść.

***

Strach ukrytego w skrzynce dziecka wcale nie malał, a rósł. Ono samo było drobne i chudziutkie, a jego lęk był coraz większy i coraz bardziej przejmujący. Dziewczynka bała się ciemności, skrzypiącej podłogi, uchylonej ciemnej szafy, dziwnych pisków dochodzących zza okna, głośnego skrzeczenia sroki i wiatru uderzającego w okiennice. Przerażały ją cienie zabawek rzucane na ścianę w nocy, blady księżyc w pełni, duży pies sąsiadów, który za dnia szczekał na ludzi przechodzących chodnikiem, a nocami wył. Wydawało się, że strach rośnie wraz z dzieckiem. Mała obawiała się coraz to nowych rzeczy: ostrych noży, igieł kaleczących palce czy zgubionych na podłodze szpilek, które mogą wejść pod paznokieć i żyłami przedostać się do serca, by je przebić – a wtedy człowiek umiera. Ale na tym nie koniec: dziewczynka lękała się samochodów, które mogą potrącić tatę, gdy ten wraca z pracy, tak jak ostrych i wystających gałęzi na rowerowej ścieżce, którą jeździł jej brat. Strachem napawały ją wściekłe zwierzęta, które atakują ludzi i zarażają strasznymi chorobami, paraliżowała ją myśl o końcu świata – wielkiej asteroidzie, która uderzy w Ziemię i wszystkich zabije. Trwogę budziły w niej śmiertelne choroby, przy których lekarze bezradnie rozkładają ręce: rak czerniak, zanik mięśni, sepsa, która wygląda jak zwykłe przeziębienie. Bała się spłonąć w domu i utopić, bała się porażenia prądem. Świat na zewnątrz skrzynki był dla niej okrutny, zabójczy i zły. Dlatego siedziała w swym azylu z desek i każdego dnia błagała mamę, by ta wzmacniała jego ścianki. Zatroskana mama przybijała więc do nich różne drewienka, potem blachy, a na końcu mocne żelazne okucia. Po kilku latach dziewczynka-skrzynka wyglądała jak mała forteca, a ściany jej schronienia były tak ciężkie, że dziecko z trudem je dźwigało i przesuwało po podłodze.

Aż pewnego razu stała się rzecz naprawdę zła. Strach dziewczynki urósł ponad wszelką miarę, tak że zaczął rzucać cień na całe miasteczko – i wszyscy mieszkańcy zaczęli się bać. Lękali się tak bardzo, że pozamykali się w domach i przestali spotykać. Najbardziej przerażeni uciekali i miasteczko zaczęło wolno wymierać.

***

Pewnego dnia do rodziców dziewczynki przyszli zalęknieni sąsiedzi i poprosili, by ci wywieźli córkę z miasta, bo inaczej wszyscy umrą ze strachu. Rodzice przestraszyli się tej groźby i choć ich serca krwawiły z bólu, załadowali dziewczynkę – skrzynkę na bagażnik samochodu i wywieźli daleko od domu. Chcieli ją zostawić przy drodze, ale kiedy trudzili się, by wyładować córkę z auta, z szoferki wyskoczył ich syn. Rozpłakał się i choć był tak samo przerażony jak rodzice, ubłagał ich, by nie zostawiali jego siostry przy szosie, ale u kogoś na podwórku.

Książka do kupienia www.sklep.istotne.pl

 

zdjęcie: Krzysztof Gwizdała/ Istotne.pl

foto.Krzyszof_Gwizdala

ostatnia aktualizacja: 29 stycznia 2017, katarzyna


1 odpowiedź na Grażyna Hanaf, Dziewczynka-skrzynka

  1. dziwna bajka, chyba bardziej dla dorosłych. Porusza coś w środku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*