Druidzi i szturmowcy Imperium – relacja z Pyrkonu 2016

BOHDAN GŁĘBOCKI

W BIMBIE Z DRUIDEM

Ale nie takim zwykłym, z sierpem i naręczem ziół. Nic z tych rzeczy, druid z którym jechałem w jednym wagonie był po zęby uzbrojony. Może zresztą druidem wcale nie był, a tylko zaszwankowała moja ograniczona wyobraźnia i znajomość fantastycznych uniwersów. Podobnych osobników można było spotkać w środkach miejskiej komunikacji w drugi weekend kwietnia. Gdzie? Odpowiedź na to pytanie powinna ułatwić pierwsza część tytułu. O ile mi wiadomo bimby jeżdżą wyłącznie w Poznaniu, reszta Polski nazywa owe pojazd tramwajami. A jeśli Poznań, to pyry. I mamy Pyrkon 2016.

Wszystko zaczęło się w piątek i wtedy po raz pierwszy błogosławiłem mój status jako „Program”. Uczestnicy stali w ogromnych kolejkach po bilety, ja miałem to szczęście, że przede mną była tylko jedna osoba. Skąd ta segregacja i sortowanie obywateli? Określenie „Program” oznacza, że przygotowałem jeden z punktów Pyrkonowego programu, w moim przypadku prelekcję. Ale dopiero w niedzielę, czyli na początek można zająć się zwiedzaniem. Szybkie przejrzenie programu. Znajduję temat, który mnie interesuje. Diabły i nieumarli w (pop)kulturze średniowiecza. Dobry początek. Odnajduję numer hali, wchodzę i… pierwszy szok. Człowiek stary jest, co nieco już w życiu widział, nie pierwszy też to Pyrkon, w którym uczestniczę, ale wciąż mnie zaskakuje liczba ludzi – a może lepiej powiedzieć istot, bo niektórzy uczestnicy albo pochodzą z innych światów, albo bardzo chcą, żeby tak wszyscy myśleli – chętnych do uczestniczenia w różnych punktach programu. Ustawiam się na końcu dość pokaźnej kolejki. Czekam, na kilka minut przed rozpoczęciem prelekcji rozpoczyna się wpuszczanie do sali.  Wszedłem. Udało się. Organizatorzy pomyśleli w tym roku o rezerwacjach na różne prelekcje, które można było dokonywać przez internet, ale wąskim gardłem okazało się wydawanie naklejek, uprawniających do wejścia poza kolejnością. Mnie w każdym razie rozmiar kolejki do naklejek przeraził na tyle, że sobie ją odpuściłem.

Po prelekcji – bardzo ciekawej – wychodzę na zewnątrz. Tłumy coraz większe. Sporo cosplayerów, czyli mówiąc bardziej po ludzku przebierańców. Niektórych nawet rozpoznaje. Szturmowcy Imperium, mijają się z wiedźmami i elfami (chyba Wysokimi na pierwszy rzut oka). Sporo postapokaliptycznych weteranów. Większość konkretnie uzbrojona. Są też różni –meni, ja odnotowałem głównie takich z przedrostkiem Spider, ale mogę się mylić. Oczywiście największej grupy nazwać nie potrafię, a kojarzą mi się z mangami czytanymi przez moją córkę. Mój kolejny cel to hala numer 3, w której zgromadzili się wystawcy. Kupić tu można wszystko co tylko polski fantasta może sobie wymarzyć. Od japońskiego jedzenia po repliki różnych broni. Książki, komiksy, biżuteria, gry karciane, planszowe, komputerowe. Mnie interesują koszulki. Odnajduję stoisko którego szukałem. Zaczynam zakupy.  Na tym – dla mnie – kończy się dzień pierwszy. W sobotę przerwa, wracam w niedzielę. Atrakcji jest tu masa, ja jednak ponownie wybieram prelekcję. Kolejka jeszcze potężniejsza niż dnia pierwszego. Tym razem jestem przekonany, że szczęście się ode mnie odwróciło. Na trzy osoby przede mną drzwi zostają zamknięte. Niedobrze. Ale nie, zaczyna się wyszukiwanie wolnych miejsc na sali. Obsługa, czyli gżdacze, radzi sobie z tym doskonale. Wchodzę. Na dwóch z kolei prelekcjach czas upływa szybko i ciekawie. Zegarek nieuchronnie wskazuje, że nadchodzi pora na mnie. Zmieniam halę. Docieram pod „moją” salę. W tym roku gadam jako ostatni. Wbrew niekorzystnej porze, zainteresowanie spore. Kończy się poprzednia prelekcja, wchodzę. Podpinam się z moją prezentacją, sala powoli się zapełnia. Już pojawiają się jakieś pytania na rozgrzewkę. Słuchacze siedzą, zaczynamy. Okultyzm w międzywojennej Polsce. Media, hochsztaplerzy, poważni badacze i fenomeny, których wyjaśnić na gruncie ówczesnej (współczesnej zresztą też) nauki nie można. Opowiadając poznaję na własnej skórze, że czas jest pojęciem względnym. Wydaje mi się, że minęło dopiero dziesięć minut, a dostaję informację, że dziesięć minut to jest, ale do zakończenia. Kończymy. Pożegnanie, odpowiedzi na ostatnie pytania. Czas wracać. W moim przypadku tylko bimba, większość będzie podróżować znacznie dłużej. Pewnie spotkamy się za rok.

 

fot. Marek Poniedziałek

fot. Marek Poniedziałek

fot. Marek Poniedziałek

fot. Marek Poniedziałek

 

fot. Marek Poniedziałek

fot. Marek Poniedziałek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*