Daniel Działa, Perpetuum mobile

Piekło jest w tarapatach. Dostawca gazu zakręcił kurek, przez co w podziemiach zapanował siermiężny mróz. Lucyfer wpada na pomysł, by pozyskiwać ogień ze smoka. To jednak trudny osobnik – ma depresję, jest weganinem i nie ma zamiaru ziać ogniem. A ściągnięcie go do Piekła stanowi początek prawdziwych kłopotów… „Perpetuum mobile” to zwariowane opowiadanie, które przedstawia w krzywym zwierciadle problemy współczesnego świata. Słodko-gorzko i zabawnie, ale czy tak do końca?


Daniel Działa

PERPETUUM MOBILE

– Nienawidzę mrozu! – krzyczał Lucyfer i nie przestawał nerwowo chodzić. Mocno tupał kopytami, rozcierał ręce i ramiona, chuchał na zmarznięte dłonie. Na wielkich baranich rogach zbierała się lekka szadź.

– Powtarzasz to już od miesiąca, Lucku – westchnął Belzebub, który opatulony stertą futer siedział w kącie na czerwonej kanapie.

– Jak mam nie powtarzać?! Ty chociaż możesz czapkę założyć! – pisnął Lucyfer.

Belzebub zachichotał pod nosem. Faktycznie, wielkie rogi Lucyfera były bardzo niepraktyczne na czas zimy. Ale kto by pomyślał, że dotrze ona do piekła.

– Nie no, trzeba coś z tym zrobić…

– Niby co? – mruknął Belzebub. – Zakręcili nam kurek z gazem miesiąc temu i basta. Poza tym dramatyzujesz.

– Może trochę. Ale mróz w Piekle? Kto to widział?

– Nie oglądałeś obrazów Boscha? Na którymś Piekło było skute lodem. Prorok! – zachichotał.

– Nie wyskakuj mi tu z Boschem! Artysta od siedmiu boleści. Nawet nie potrafiłeś urządzić swojej sypialni.

– Zło nigdy nie śpi!

– Sraty-taty, wiele razy złapałem cię na drzemce. Do roboty byś się wziął!

– Teraz i tak wszystko zamarzło – westchnął Belzebub.

– No w sumie racja – odparł Lucyfer. – Próbowałem ponegocjować z tym gazem, ale tak wywindowali stawki, że nie ma opcji. Nie stać nas!

– Wiele razy ci mówiłem, żeby zdywersyfikować źródła energii – mruknął posępnie Belzebub. – Ale ty zawsze wiesz lepiej.

Lucyfer nic na to nie odpowiedział. W dalszym ciągu nerwowo chodził po komnacie. Z sufitu zwisały sople lodu, oprócz kanapy w kącie na środku stał mały czarny stolik. A na nim mnóstwo butelek z alkoholem. Niestety wszystko w środku zamarzło.

– A może by tak… pożyczyć parę piorunów od Bogini Niebios?… – zasugerował Belzebub. Lucyfer tylko machnął ręką.

– Daj spokój, próbowałem.

– I co?

– Powiedziała, żebym poszedł do łazienki, spojrzał w lustro i walnął się w łeb.

– A to małpa.

– Poza tym wypomniała mi, że za mało się staramy i w niebie jest przeludnienie.

– Co na to poradzić, że ludzkość jest coraz głupsza. A za głupotę trudno do piekła zesłać – Belzebub bezradnie rozłożył ręce.

– Też prawda – mruknął Lucyfer. – W ogóle to skąd masz te futra?

Belzebub popatrzył na niego badawczym wzrokiem.

– Ty już naprawdę nie myślisz – parsknął. – Przecież mamy dużo celebrytek, które ubierały się w naturalne futra. A że było gorąco, to musiały siedzieć w kilku, haha. Teraz im zabrałem, niech marzną!

– No tak, ty chociaż jeszcze myślisz. Mnie już od tego zimna zamarzł mózg chyba.

– Jaki mózg? – zachichotał Belzebub.

Lucyfer pokazał mu środkowy palec, a potem wrócił do nerwowego chodzenia. Nagle zatrzymał się, uśmiechnął, po czym zaczął skakać jak szalony.

– Wiem, wiem, wiem! – krzyczał z radości.

– Ej, uspokój się, bo ci żyłka z ekscytacji pęknie – powiedział obojętnie Belzebub.

– Zamknij się, szatański pomiocie. Wiem! Potrzebujemy smoka. Smok zieje ogniem! To przecież perpetuum mobile.

– Smoka? Skąd niby weźmiesz smoka?

– No jak skąd, z magicznej krainy. Podobno jakieś jeszcze żyją.

– E tam – mruknął Belzebub. – Nie wydaje mi się. W średniowieczu chyba wszystkie już wymordowano.

– Czekaj, czekaj – Lucyfer zatrzymał się. – Mieliśmy tu takiego jednego króla, Iwana. Podobno on miał do czynienia ze smokiem.

Belzebub szerzej otworzył oczy.

– Ty, faktycznie! Nawet kojarzę, gdzie on siedzi.

– Gdzie? Ja już nic nie kojarzę.

– Ma małą kwaterę w Alejce 4C, zaraz za dziennikarzami tabloidów.

– Super! – krzyknął radośnie Lucyfer. – Idę do niego! Na pewno czegoś się dowiem. Addio, maszkaro.

Lucyfer wybiegł z komnaty, przy czym narobił tyle hałasu, że kilka sopli z sufitu spadło i wbiło się w posadzkę.

– No masakra… – podsumował Belzebub.

***

Król Iwan X siedział sam w malutkiej komnacie. W środku znajdowało się tylko kilka głazów bezładnie porozrzucanych. Pochodnie już dawno zgasły, a teraz zwisały z nich jedynie sople lodu. Iwan nerwowo rozcierał dłonie i chuchał na nie. Nic to nie dawało – było mu śmiertelnie zimno. Na głowie miał tylko lekko zdewastowaną koronę, poza tym był całkiem nagi.

Nagle potężne drzwi do komnaty drgnęły i powoli zaczęły się otwierać.

– Czyżby ratunek? – szepnął Iwan i aż podniósł się z radości. Wrota przeraźliwie zaskrzypiały, a do środka wpadł zdyszany Lucyfer.

– A, to ty – mruknął Iwan i usiadł z powrotem na wielkim kamieniu.

– No ja, a kto? – zapytał zdenerwowany Lucyfer. – Spodziewałeś się luksusowej prostytutki czy co?

– Powiedzmy.

Lucyfer zaśmiał się piekielnym, tubalnym głosem. Iwan aż zakrył uszy, po czym krzyknął:

– Przestań, sople spadną i nas poharatają!

Lucyfer nerwowo spojrzał na sklepienie, ale sople ani drgnęły.

– Ech, racja.

Iwan tylko wzruszył ramionami.

– Zlitowałbyś się i przyniósłbyś jakieś ubranie, Lucyferku – szepnął i zaszlochał.

– Ej, nie rozklejaj mi się tu. Przyniosę, ale potrzebuję paru informacji.

Iwan nieco się ożywił. Spojrzał badawczo na Lucyfera i odparł:

– OK, za dobre futro wszystko powiem. I przydałyby się porządne buty ze skóry.

– No powaliło kolesia! – krzyknął Lucyfer. – Trzeba było się ogarnąć za życia, toby cię tu nie było.

– Moralizator się znalazł – parsknął Iwan. – Albo dajesz ciuchy, albo nici z jakichkolwiek informacji. Biznes to biznes.

Lucyfer zdenerwował się i zaczął nerwowo tupać kopytami. Iwan nieco się przestraszył i spuścił z tonu.

– No dobra, dobra, udzielę informacji najpierw. Wierzę na słowo.

Lucyfer uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Poczuł się prawdziwym panem tego świata.

– Podobno miałeś do czynienia ze smokiem? – zapytał.

– No… miałem – odparł król. – Był taki jeden latający przygłup.

Lucyfer znowu się zaśmiał, ale już ciszej, żeby nie kusić losu i ostrych sopli.

– Podobno spalił ci całe miasto – zachichotał Lucek.

Iwan zamyślił się na moment, westchnął ciężko i odparł:

– Niezupełnie. To ja je spaliłem. Miałem dość poddanych.

Lucyfer szeroko otworzył oczy i usta, ale szybko je zamknął, bo wtargnęło do nich mroźne powietrze.

– Co ci zrobili?

– Chodzili, gadali. O bułeczkach, o sukieneczkach, co zrobić na obiad, kto z kim się puszcza i gdzie kupić maść na rozstępy. Nie mogłem już tego słuchać! – Iwan zaczął nerwowo zatykać uszy. Po czym westchnął i dodał: – Ale nie to było najgorsze. Chciałem im podarować trochę kultury i wystawiłem obrazy rodzinne na dziedzińcu. Co zrobili? Domalowali wąsy mojej prababci! Z dobrobytu w dupach się poprzewracało.

Lucyfer poklepał go po ramieniu. Doskonale rozumiał, jak to wyglądało.

– Nie dziwię się. Ale… co ze smokiem? Potrzebuję go.

Iwan podniósł wzrok i spojrzał głęboko w oczy Lucyfera.

– Ten smok jest idiotą. Chciałem go namówić na spalenie miasta, to powiedział, że mu się nie chce i cierpi na ból egzystencjalny. Obiecałem nawet dwie dziewice do pożarcia, wtedy stwierdził, że jest weganinem!

Lucyfer zaśmiał się po raz kolejny.

– Faktycznie idiota – chichotał dalej. – Ale ogniem zieje?

– No zieje, ale co za różnica – mruknął król. Po chwili dotarło do niego, o co może chodzić, po czym aż podskoczył z radości: – Ogniem! Właśnie! Jesteś genialny. Trzeba go tu ściągnąć!

– I o to mi chodzi – powiedział z satysfakcją Lucyfer. – Gdzie go znajdę?

Iwan próbował przypomnieć sobie mapę swojego niegdysiejszego królestwa.

– Idzie się w stronę gór, jakieś półtora kilometra. Skręcasz w prawo przy zrujnowanej chatce wiedźmy, którą kiedyś spaliliśmy na stosie. Jest tam kamienista dróżka pnąca się pod górę przez las. Na jej końcu znajduje się jaskinia. Tam siedzi smok. O ile jeszcze nie umarł. Jak można żyć bez mięsa?

– Miejmy nadzieję, że nie umarł – Lucyfer nieco się przeraził. – Zaraz przyślę futerko i buciki. Dzięki, Iwanie. Jak sprowadzimy smoka, to urządzam piekielną imprezkę. Czuj się zaproszony! – po czym tupnął dwa razy, ukłonił się na pożegnanie i wyskoczył z komnaty, nie zamykając drzwi.

[…]

ostatnia aktualizacja: 21 sierpnia 2016, rafael


4 odpowiedzi na Daniel Działa, Perpetuum mobile

  1. Napisane z dowcipem i z talentem. Będę czekać na dalszy ciąg

  2. Hrabina Antonina // 9 listopada 2015 o 22:55 // Odpowiedz

    Dobre!!!!!!!Kiedy c.d?

  3. Straszna Aneta // 10 listopada 2015 o 16:01 // Odpowiedz

    Najlepszy kawałek z pukaniem i dziwką. Do wykorzystania 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*