Andrzej Mandel, Cień

Koniec lat 90. W Polsce grasuje zawodowy zabójca o pseudonimie „Cień”. Kiedy ginie kolejna osoba – prezes dużej firmy, sprawą zaczyna interesować się młoda reporterka Kasia. Podczas gdy działania policji ujawniają coraz więcej powiązań między światem polityki a biznesu, dziennikarskie śledztwo naprowadza Kasię na zupełnie inny trop… Czy w jej otoczeniu czai się „Cień”?
„Cień” to fascynująca opowieść kryminalno-sensacyjna z pogłębionym rysem psychologicznym postaci.

Prolog

Było już ciemno, gdy na parkingu, przed hipermarketem przy ulicy Ciszewskiego Jarosław Wiesiołowski, wiceprezes firmy Mercyless Human Resources Consulting, skończył pakować zakupy do samochodu. W tym samym momencie kątem oka zauważył zbliżającego się powoli bezdomnego. Stary, obszarpany mężczyzna z widocznym wysiłkiem pchał przed sobą wyładowany po brzegi kartonami wózek. Wiesiołowski skrzywił się, gdyż był pewien, że bezdomny zaraz zacznie żebrać. Smród zaczął drażnić nos Jarosława, który był przyzwyczajony raczej do drogich perfum niż zapachów ulicy.
– Poratowałby pan mnie kilkoma groszami – powiedział bezdomny. Jarosław popatrzył na niego z pogardą.
– Spierdalaj i poszukaj sobie jakieś pracy – odpowiedział z niechęcią. Bezdomny stał nadal, całą postawą demonstrując pokorę. Jarosław otworzył drzwi samochodu i dodał jeszcze, wsiadając: – Takich śmieci nie powinno się wpuszczać tam, gdzie chodzą ludzie.
– A ja nie jestem człowiekiem? – z głosu bezdomnego znikło starcze brzmienie, a jego oczy zabłysły. Wiesiołowski zdążył jeszcze zauważyć szybki ruch ręki, zbyt szybki jak na starego człowieka, i zobaczyć błysk na wysokości swoich oczu. Nie zdążył już poczuć kuli, która zagłębiła się w jego mózgu, rozrywając go na strzępy…

Okolice Komendy Stołecznej na warszawskim Muranowie nie obfitują w dobre kawiarnie. Mimo usytuowania tu dużej ilości biur, w pobliżu od zawsze była tylko jedna restauracja – w dawnym Hotelu Saskim. Pizzy Hut działającej obecnie w dawnej Grubej Kaśce nie dało się, nawet przy najlepszych intencjach, zakwalifikować jako kawiarni czy nawet restauracji. Kasia czekała na swojego informatora z policji pod kinem Muranów. Oczywiście mogłaby, teoretycznie, poczekać w kinie, ale jak na złość było akurat nieczynne z powodu awarii sieci cieplnej. Była zziębnięta i głodna, a na dodatek miała okres. Nic więc dziwnego, że informator nie spotkał się z miłym przyjęciem.
– Spóźniłeś się – warknęła, zapominając o delikatności łączącego ją z informatorem układu.
– Musiałem zostać po godzinach – powiedział zmęczonym tonem policjant i rozejrzał się nerwowo. – Chodźmy stąd. Nie chcę być widziany z pismakiem.
– Marek, wyluzuj wreszcie – burknęła w sposób daleki od wyluzowania. Weszli po schodach na dach kina Muranów. Przeszli przez bramę i znaleźli się na podwórku.
– Ccco byś chciała wiedzieć? – zaszczękał zębami policjant i otulił się ciaśniej cienkim płaszczem. Kasia spojrzała na niego. Zastanowiła się, szukała materiału na reportaż. Musiała znaleźć…
– Opowiedz mi coś o tym wczorajszym morderstwie spod Leklerka – powiedziała. Sprawa, o której przeczytała w kronice kryminalnej, wyglądała interesująco. Ktoś zabił członka zarządu sporej firmy i zniknął bez śladu – robota profesjonalisty. Marek spojrzał na nią z zainteresowaniem.
– Hmm… Nie wiedziałem, że wschodząca gwiazda reportażu zajmuje się przestępczymi porachunkami – powiedział wreszcie. Nagle Kasia zatrzymała się. Przede wszystkim dlatego, że bolał ją brzuch i czuła potrzebę natychmiastowego udania się do łazienki, ale też dlatego, że coś jej nie pasowało.
– Nie chrzań. Gangsterskie porachunki nie odbywają się w ten sposób. Nie w Polsce.
– A jak odbywają się w Polsce? – odbił piłeczkę i udawał głupiego. Bywało, że wychodziło mu to niepokojąco dobrze, ale nie tym razem…
– Dobrze wiesz, jak się odbywają – żachnęła się. – Kilku gości wskakuje do knajpy i robi ogólną rozwałkę. Nasi gangsterzy nie działają w ten sposób.
– O co zakład? – zapytał Marek. Dziennikarka skrzywiła się i ruszyła dalej przed siebie. Dochodzili właśnie do Opery Kameralnej.
– Cóż… pewnie nie zawsze odbywa się to w opisany przeze mnie sposób – powiedziała bardzo niechętnie. Marek uśmiechnął się i pokiwał głową.
– No właśnie. I tym razem też tak nie było. Jesteśmy niemal pewni, że to kolejna robota… – ugryzł się w język, ale było już za późno.
– Czyja robota? – zapytała szybko Kasia.
– Nie wiem, czy mogę… – odpowiedział policjant po dłuższej chwili milczenia. Spojrzała mu w oczy.
– Teraz już musisz, bo ci nie odpuszczę – uśmiechnęła się. Marek lubił ten uśmiech. Przypominał mu uśmiech żony.
– To, co ci powiem, ma zostać między nami, bo… – zaczął, ale Kasia przerwała mu gwałtownie.
– Szukam materiału na reportaż, więc musisz się liczyć z tym, że to wypłynie – wyciągnęła papierosa z torebki. – Ale jak zawsze nic nie będzie wskazywać na ciebie.
– Więc dobrze. Kurwa, przecież wiesz, że rzucam palenie – zareagował gwałtownie na wyciągniętą w jego stronę paczkę papierosów. Kasia uśmiechnęła się ze skruchą.
– Przepraszam.
– A zatem to morderstwo to prawdopodobnie robota profesjonalnego zabójcy, którego nazywamy Cień.
– Cień… – dziewczyna zamyśliła się. – Taki jest nieuchwytny?
– Żadnych śladów – skinął głową. – I mamy prikaz z góry, aby o nim nie mówić. Szczególnie dziennikarzom.
– A to niby czemu? – zdziwiła się. – A co z prawem do informacji i tym podobnymi?
– Podejrzewamy, że Cień zabił jakieś czterdzieści osób.
– SŁUCHAM? – zatrzymała się gwałtownie. – Ile?! I media o niczym nie wiedzą?
– Wiedzą. O każdym zabójstwie, ale nie mówimy, kto to zrobił –powiedział policjant. – O wszystkim media mają się dowiedzieć dopiero wtedy, gdy przynajmniej zaczniemy się domyślać, kto to jest. Teraz już wiesz ty, więc cała sprawa się rypnie – westchnął. Kasia zamyśliła się. Reportaż szlakiem Cienia mógłby dać jej prestiżową nagrodę. W przeciwieństwie do reportażu o hakerach, o których pisali już wszyscy. Spojrzała na zegarek.
– Nie jest wcale powiedziane, że zrobię z tej wiedzy jakikolwiek użytek –powiedziała cicho. – Teraz muszę już biec. Uważaj na siebie i pozdrów żonę.
– Pozdrowię. Trzymaj się! – to mówiąc, Marek szybkim krokiem odszedł w stronę alei Jana Pawła. Kasia natomiast zawróciła na plac Bankowy, myśląc o tym, co usłyszała.

Wieczorek Kasia siedziała w domu, czekając na umówionego „legalnego” hakera, który obiecał jej opowiedzieć nieco o polskim podziemiu komputerowym, i myślała o Cieniu. Zawodowy zabójca działający w Polsce z takimi sukcesami był zbyt niezwykły, by się nim nie zainteresować. Jeszcze raz przeglądała notatki policyjne dotyczące tej sprawy. Ofiarą był członek zarządu Mercyless Human Resources Consulting i wiceprezes firmy w jednej osobie – Jarosław Wiesiołowski. Nie wyglądał on na ofiarę gangsterskich porachunków. Normalny facet podobny do tysięcy innych menedżerów – raczej tępy, nieco psychopatyczny. Do tego żona, kochanka i cała multum dziwnych pozwiązań Kłopot w tym, że takie powiązania, choć śliskie, raczej nie powinny być groźne. Doświadczenie sugerowało jej, że prawdopodobnie będzie warto zainteresować się tym, co MHRC robiła w Polsce. Nie była to bardzo znana firma, ale jej obroty budziły podziw, zaś niektóre kontakty sugerowały związki ze światem polityki i nową partią rządzącą. Schowała wszystko do teczki i rzuciła na półkę. Spojrzała na zegarek. „Zaraz będzie” – pomyślała. Nagle rozległ się dzwonek domofonu. Wpuściła hakera, czy raczej – jak wolał się nazywać – specjalistę od zabezpieczeń sieciowych, zastanawiając się, skąd zna dobiegający ze słuchawki domofonu głos. Rozmyślania przerwał jej dzwonek do drzwi. Pojedynczy dzwonek. Oderwała się od notatek, zgarnęła je w kupkę i zaniosła do pokoju. Na stole położyła gazetę. Rozejrzała się po kuchni. Pokiwała głową z uznaniem dla samej siebie i poszła otworzyć.
– O, w dupę jeża… – wyrwało się jej. – Kuba?
[…]

ostatnia aktualizacja: 17 lipca 2016, ewake


4 odpowiedzi na Andrzej Mandel, Cień

  1. Heniek_z_Głuchej_Dolnej // 17 października 2015 o 23:05 // Odpowiedz

    Wreszcie jakiś kryminał, który się da czytać. Inteligentnie napisany, wartka akcja, trochę jak scenariusz filmowy. Autor może nie jest jakimś mistrzem pióra, ale na pewno umie zbudować napięcie, stworzyć dialogi i skonstruować fabułę. Książka do pochłonięcia w jeden wieczór.

  2. Akcja wciągająca pomimo oparcia całej narracji na dialogach. Sensowna i frapująca książka. Ja się zacznie, nie można się w ogóle oderwać. Dobrze oddane realia obu miast – Łodzi i Warszawy, oraz tamtych czasów. Polecam

  3. Lektura niezobowiązująca, lekka, idealna do podróży. Uwaga – wciąga!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*